REPORTAŻ z Rybnika. Familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17

Barbara Kubica-Kasperzec
Rybnik: familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17.
Rybnik: familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17. Barbara Kubica-Kasperzec
Udostępnij:
RYBNIK. Mieszkańcy familoka przy Andersa 17 stworzyli rajski ogród z piaskownicą, basenem, warzywniakiem i setkami kwiatów. Teraz tą samą drogą idą mieszkańcy kolejnego familoka.

Rybnik: familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17. Reportaż z Niedobczyc

Otoczenie zabytkowych famolików w dzielnicy Niedobczyce prezentuje się fatalnie: klepisko, kurz, a jeśli rośnie gdzieś trawa to są to zazwyczaj metrowe chaszcze i chwasty. Na tym tle wybija się gmach przy Andersa 17, przy którym mieszkańcy sami stworzyli rajski ogród z piaskownicą, basenem, warzywniakiem i setkami kwiatów. Teraz tą samą drogą idą mieszkańcy kolejnego familoka, którzy własnym sumptem i własnymi siłami zmieniają swoje najbliższe otoczenie.

Familok przy Andersa 17 wygląda niczym z bajki. A wszystko to dzięki pani Eli Piotrowskiej i jej sąsiadom, którzy w swoim najbliższym otoczeniu stworzyli prawdziwy raj do życia. Bo ich familok w niczym nie przypomina ruiny sprzed lat. Tutaj sąsiedzi wspólnie piją poranną kawę pod wiatą, którą sami wybudowali. Dzieci bawią się w piaskownicy, albo pluskają w basenie, a panowie wędzą sandacza w własnoręcznie zrobionym wędzarniku.

Zobaczcie, jak wygląda otoczenie familoka przy Andersa 17. Jest pięknie!

Panie z kolei doglądają uprawy ogórków, dyni i pomidorów w przydomowym ogródku. Wszędzie wiszą pelargonie, begonie, w odnowionym wozie drewniany zasadzono róże. Pranie wiesza się tutaj przed domem, świeżo upieczone ciasto wystawia na parapet, a życie płynie sielsko, jak wtedy gdy w budynku zasiedlano górników zatrudnionych w pobliskiej, nieczynnej już dziś kopalni Rymer. Skąd ta różnica?

- Cztery lata temu dostałam przydział na mieszkanie z ZGM. Kiedy pierwszy raz przyjechałam tutaj z pracownikiem ZGM zobaczyć zaproponowany lokal, od razu powiedziałam do tego pana: proszę mnie stąd zabrać – wspomina Elżbieta Piotrowska, szefowa rybnickiego Stowarzyszenia Oligos i mama niepełnosprawnej Kasi. – Budynek był wyremontowany, ale widok wokół był dramatyczny. Brud, brakowało trawy, wokół budynków klepiska. Było brzydko, ponuro. Co innego wewnątrz budynku. Przestronne, duże mieszkania, które w przypadku mojej rodziny dawały ogromne możliwości. Kiedy ujrzałam oczami wyobraźni jak w wieku 70 lat wjeżdżam do tego wielkiego mieszkania wózkiem z Kasią, nie męcząc się na schodach – przekonałam się. Postanowiłam, że przed budynkiem stworzę i jej i sobie miejsce do życia – dodaje.

Do pracy przy budynku udało się szybko zaangażować pozostałych mieszkańców familoków. Panowie układali kostkę, sadzili krzewy, zbudowali wiatę, stawiali wędzarnik i i murowany grill. Panie w drugiej części ogródka stworzyły ogródek warzywny. Dziś mają swoją marchewkę, fasolkę czy dynie. – Każdy zaangażował się na tyle, na ile mógł i chciał. I ta praca mocno nas wszystkich zbliżyła. Żyjemy w zgodzie, nie ma kłótni, waśni sąsiedzkich, pomagamy sobie – mówi pani Ewa, która wraz z trójką pociech zajmuje mieszkanie na piętrze. – Ja też nie byłam zachwycona przydziałem mieszkania w Niedobczycach. Ale wcześniej długo wynajmowałam kąt, a tutaj nie dość, że w końcu byłam na swoim, to jeszcze dzieciom stworzyliśmy świetne warunki do życia – dodaje.

Wygląd familoka przy Andersa to wyłączna zasługa mieszkańców. Tutaj wszystko robi się w czynie społecznym. – Kiedy się wprowadziłam od razu napisałam projekt do miejskiego programu „reWita” w którym można było dostać 5 tysięcy złotych dotacji na lokalne inicjatywy. Udało nam się wówczas wygrać w głosowaniu, a w kolejnych latach dostawaliśmy wsparcie jeszcze w dwóch edycjach projektu. Łącznie było to 14 tysięcy złotych – mówi Elżbieta Piotrowska. – Dzięki temu kupiliśmy kostkę, postawiliśmy wiatę, zbudowaliśmy parking. Resztę, czyli nasadzenia kwiatów, ozdoby, donice, sadzonki warzyw kupujemy sami, na tyle na ile nas stać – wylicza. I co najważniejsze – swoim zaangażowaniem mieszkańców familoka zarażają sąsiadów . – Kiedy kilkanaście miesięcy temu zasiedlono na nowo sąsiedni familok, mieszkanki tego budynku przyszły do nas z pytaniem, co mają zrobić, że u nich też było tak ładnie, jak u nas. Powiedziałam im więc skąd można zdobyć pieniądze - nie kryje dumy pani Ela.

Rybnik: familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17.

REPORTAŻ z Rybnika. Familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17

- I udało nam się wygrać – nie kryje radości Joanna Szymczak, mieszkanka drugiego familoka. – Proszę spojrzeć jak u nas brzydko. Nie ma porządnego stolika, ławka zbita na szybko z desek, a dzieci bawią się w kurzu na klepisku. A u nich, po sąsiedzku… Jest piękny ogród, krzewy odgradzają plac od drogi, więc dzieci mogą bawić się przed domem bez strachu, że wybiegną na ulicę prosto pod auto. My też chcieliśmy tak żyć, tym bardziej, że w naszym budynku jest aż 17 dzieci – dodaje pani Asia. Dlatego i ona i jej sąsiadka Agnieszka Korpecka zakasały rękawy. – RSK dało nam trochę kostki, zieleń miejska kilka krzewów. Od tego zaczniemy. Teraz, kiedy dostaniemy pieniądze robota pójdzie sprawniej. U nas nie ma może takiego kolektywu, nie tworzymy wraz z sąsiadami takiej zgranej ekipy, jak u nich obok, ale damy radę. Ważne, że są chęci i siła do działania. My też chcemy żyć w ładnej okolicy – dodaje pani Agnieszka.

Jeszcze kilka lat temu mieszkańcy familoków bardzo często wstydzili się przyznać, gdzie mieszkają. Większość mieszkań to były lokale socjale, o które ich właściciele nie zwykli dbać. Zniszczona elewacja, powyrywane i spalone deski podłogowe, sprzedane na złom rury. Taka była codzienność niedobczyckiego osiedla. ZGM zdecydował się jednak po kolei zainwestować w kolejne budynki. Dziś są tutaj ładnie urządzone, przestronne mieszkania. – My mamy cztery pokoje i to za metraż jestem najbardziej wdzięczna. Jest nas siedmioro, a wcześniej gnieździliśmy się na pokoju z kuchnią w Boguszowicach. W tamtym domu jedynymi meblami były łóżka – wspomina pani Asia.

Na inicjatywę mieszkańców familoków przychylnym okiem spoglądają w administracji. – Wszelkie działania mieszkańców przejawiające się dbałością o teren wokół budynków spoglądamy z zadowoleniem. Nie ma co ukrywać, każde pozyskane środki, każda oddolna inicjatywa to ulga dla budżetu naszej jednostki miejskiej - mówi Artur Gliwicki, dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. – Nie ukrywam, że w dalszych planach mamy także zagospodarowanie terenu wokół zabytkowych familoków, ale to daleka perspektywa, bo przy obecnych budżetach zajmujemy się przede wszystkim remontami samych budynków – dodaje.

Niemniej nie na wszystkie pomysły mieszkańców ZGM może się zgodzić, bo jak podkreśla dyrektor Gliwicki osiedla znajduje się pod nadzorem wojewódzkiego konserwatora zabytków. – Jeśli się na coś nie godzimy, to nie wynika z naszego negatywnego nastawienia, ale faktu iż na zbyt dużą ingerencję w przestrzeń nie zgadza się konserwator. My dostrzegamy jeszcze jedną korelację – mieszkańcy którzy tak dbają o swoje otoczenie, czują że dbają o swoje, przez co są bardziej czuli na wszelkie przejawy wandalizmu, niszczenie otoczenia – dodaje Gliwicki.

Rybnik: familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17.

REPORTAŻ z Rybnika. Familoki z innej bajki, czyli u nas, na Andersa 17

Paszport covidowy z krótszą datą ważności

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie