Wybuch metanu w kopalni Pniówek: JSW odpiera zarzuty, że ratowników wysłano na pewną śmierć. Zapewnia też o oferowanej pomocy bliskim ofiar

Piotr Chrobok
Piotr Chrobok
Minął już miesiąc od wybuchów w kopalni Pniówek
Minął już miesiąc od wybuchów w kopalni Pniówek Daniel Wojaczek
Udostępnij:
Dyrekcja KWK Pniówek nie zgadza się z zarzutami związków zawodowych oraz bliskich górników, którzy zginęli lub są poszukiwani po wybuchu metanu, do którego doszło w kopalni Pniówek. Jak twierdzą dyrektorzy: Marian Zmarzły - dyrektor zakładu - i Aleksander Szymura - dyrektor ds. pracy - normy czasu pracy były przestrzegane, a rodziny miały zawsze informacje z pierwszej ręki.

Wybuch metanu w kopalni Pniówek: JSW odpiera zarzuty, że ratowników wysłano na pewną śmierć. Zapewnia też o oferowanej pomocy bliskim ofiar

Dyrekcja kopalni Pniówek, w której przed ponad miesiącem doszło do tragicznego w skutkach wybuchu metanu, w którym zginęło dziewięciu górników i ratowników górniczych, a siedmiu pozostających kilometr pod ziemią wciąż ma status zaginionych odpiera podnoszone między innymi przez związki zawodowe mówiące o tzw. "przybieraniu", czyli przedłużonym czasie pracy, który zdaniem związkowców miał sprawić, że eksplozja przyniosła ofiary w ludziach.

- Związek posiada dowody, że feralnego dnia w miejscu katastrofy nie powinno być już górników, którzy zginęli - piszą w liście do Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych podpisanym przez Bogusława Ziętka, przewodniczącego WZZ "Sierpień 80", związkowcy. - Zaczynali oni swoją pracę o godzinie 18 tej dnia poprzedniego i o godzinie zero, powinni wyjeżdżać na powierzchnię. Pracowali w rejonie objętym skróconym czasem pracy i po 6 godzinach bezwzględnie powinni wyjechać na powierzchnię. Od tego rygoru nie może być żadnych odstępstw - zaznacza Bogusław Ziętek.

Tymczasem, Marian Zmarzły, dyrektor kopalni Pniówek zgodnie z oficjalnym stanowiskiem spółki przyznaje, że zagrożeniem klimatycznym, o którym mówią związkowcy objęty nie był w całości rejon feralnej ściany N-6, gdzie doszło do wybuchu, zaś żeby nastąpiło "przybieranie" oficjalnie musi być zgoda całego zespołu.

- Większość prac była wykonywana od setnej do sto trzydziestej pierwszej sekcji. Dopiero na sam koniec zmiany zjechał kombajn w rejon od pierwszej do czterdziestej piątej sekcji, które były zaliczone do zagrożenia klimatycznego pierwszego stopnia. Z wykazu osób pracujących w całym rejonie, na zmianie były czterdzieści dwie osoby. Osiemnaście-dziewiętnaście z nich wyjechało zgodnie z przepisami po północy - wyjaśnia Marian Zmarzły, dodając, że wśród nich byli zarówno pracownicy kopalni, jak i zewnętrznej firmy - Zakładu Odmetanowania Kopalń.

Jednocześnie spółka zaznacza, że wszystkie rodziny, których bliscy - mężowie i ojcowie - zginęli w kopalni lub mają status zaginionych zostały objęte pomocą finansową i psychologiczną. Jeśli chodzi o tę pierwszą wiąże się ona między innymi z wypłatą wynagrodzenia.

- Ci pracownicy są traktowani jak na stanowiskach pracy. Są opłacani jakby byli w pracy przez trzydzieści jeden dni w miesiącu - informuje Aleksander Szymura, dyrektor ds. pracy w kopalni Pniówek, dodając, że wprawdzie tym pracownikom nie są naliczane nadgodziny, ale w ich czas pracy wliczają się lepiej płatne soboty i niedziele i podkreślając, że taki stan rzeczy utrzyma się aż do momentu wystawienia tym górnikom aktu zgonu.

Formy pomocy, którą wdowom i dzieciom po górnikach oferuje Jastrzębska Spółka Węglowa są różne. Jedną z nich jest planowany wyjazd do Parku Rozrywki, a inną zatrudnienie kobiet w kopalni. - Praca będzie adekwatna do kwalifikacji i wykształcenia, jakie panie posiadają - zauważa Aleksander Szymura i dodaje, że spośród szesnastu wszystkich poszkodowanych - zmarłych i zaginionych - żony czterech z nich zdecydowały się o taką pracę aplikować.

Szefostwo Pniówka postanowiło również zdementować pojawiające się oskarżenia wdów ofiar katastrofy w kopalni, której zarzucają mu chociażby odesłanie do mediów w celu znalezienia odpowiedzi na pytanie, dotyczącego tego, co dzieje się z ich mężami. - Nigdy bym tak nie postąpił w stosunku do osób, które cierpią - odpierał zarzuty Aleksander Szymura, równocześnie przyznając, że być może podczas informowania na temat postępów akcji ratunkowej zdarzyły się pewne niedociągnięcia.

- Mogły się zdarzyć potknięcia i osoby poczuły się urażone, nieodpowiednio obsłużone. Za to wypada przeprosić - kajał się Szymura, który dodał, że trudności z komunikacją wynikały na przykład z nieaktywnych numerów telefonów podanych do kontaktu z rodziną, czy nieaktualnych adresów.

Zarówno główny dyrektor kopalni, jak i dyrektor ds. pracy postanowili zmierzyć się także z oskarżeniami podnoszonymi przez wdowy ratowników górniczych, mówiące, że ich mężów posłało się - jak uważają "na pewną śmierć". Takie głosy uznano za bardzo krzywdzące. - Nadrzędnym celem było ratowanie życia ludzkiego. Mieliśmy sygnał od górnika, który prosił o pomoc. Potem był komunikat od zastępu, że nawiązali kontakt z poszukiwanym. W trakcie wysyłania tych zastępów, zdecydowanie można było wysłać ratowników (stężenie metanu wynosiło 2%, a tlenku węgla 50 ppm - przyp. red) Każdy z nas oczekiwałby, że ta pomoc przyjdzie - mówi Marian Zmarzły, dyrektor Pniówka.

Po upływie ponad miesiąca od największej w historii kopalni Pniówek katastrofy, w której doszło w sumie do dwudziestu wybuchów metanu wciąż nie da się odpowiedzieć na pytanie, kiedy akcja poszukiwawcza, mająca na celu wydobycie siedmiu zaginionych osób zostanie wznowiona. - Wejście do tego pola pożarowego będzie możliwe wtedy, gdy stan atmosfery będzie stabilny - zaznacza Marian Zmarzły, podkreślając, wejście odbędzie się na pewno w sposób niezagrażający życiu ratowników.

Jak podkreślają władze kopalni rejon, gdzie doszło do wybuchu jest stale monitorowany, a w zatamowany obszar wtłacza się gaz inertny, jakim jest azot, dzięki któremu pożar jest wygaszany.

- Stężenie tlenu jest niskie. Metanu sięga około 60% - podaje dyrekcja Pniówka, dodając, że te informacje bez większych kłopotów mogą też uzyskać żony poszukiwanych, które mają zarzucać brak aktualnych wieści na temat tego, co dzieje się w rejonie tysiąca metrów pod ziemią.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

J. Parys: Zajęcie statków przez władze Doniecka to rodzaj odwetu

Materiał oryginalny: Wybuch metanu w kopalni Pniówek: JSW odpiera zarzuty, że ratowników wysłano na pewną śmierć. Zapewnia też o oferowanej pomocy bliskim ofiar - Jastrzębie-Zdrój Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie