Śląskie: Mama 2-latki chorej na COVID19: Do cholery nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel?

Redakcja
pixabay
Dramatyczny wpis na facebooku zamieściła pani Anna Rybnika, matka 2-letniej dziewczynki, która zaraziła się koronawirusem. Przez wiele dni próbowała dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wszystko na nic. - Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii?!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie - pisze pani Anna.

Matka 2-latki z Rybnika chorej na COVID19: "Do cholery nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel?"

Dramatyczny wpis na facebooku zamieściła pani Anna, mieszkanka Rybnika, matka 2-letniej dziewczynki, która zaraziła się koronawirusem. Przez wiele dni próbowała dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wszystko na nic.

- Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii?!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie - pisze pani Anna.

Poniżej publikujemy w całości post pani Anny z Rybnika:

_Dzisiaj coś pękło i postanowiłam opisać jak wygląda pomoc dla górników i ich rodzin, zwłaszcza dzisiaj kiedy moja 2 letnia córeczka znalazła się wreszcie w szpitalu jednoimiennym w Raciborzu.
Zacznijmy od początku. Mąż pracuje na kopalni. 5. 05 dowiedział się, że ma kwarantannę (pracował z osobą, która ma wynik dodatni na covid -19).
Cóż jak trzeba to trzeba. Do 19. 05 jakoś czas zleci. Jeszcze myśl, że nawet jak będzie plus u nas to może bezobjawowo.
Z piątku na sobotę (8 – 9.05) nasza córeczka zaczyna gorączkować, nikt inny nie miał żadnych objawów. Założyliśmy, że może jakaś wirusówka, zwłaszcza, że oprócz niewielkiego rozwolnienia nic się nie działo.
Oczywiście, zaznaczmy, że z sanepidu w Rybniku nadal nikt się z nami nie skontaktował. Dodzwonić się do nich to „cud nad Wisłą”.
Podajemy ibuprofen i paracetamol na zmianę.
W sobotę oprócz naszej 2 latki, gorączkują 4 letni syn i 11 miesięczna córka. Niepokój rósł, ale jeszcze bez paniki, ponieważ nie było podstaw sądzić, że to coś więcej niż tzw. 3 dniówka.
W międzyczasie nadal staramy się skontaktować z sanepidem.
W niedzielę nad ranem gorączka naszej dwulatki wynosi 40, 2 – pozostałe dzieci bez gorączki.
Dzwonimy na 112. Po usłyszeniu, że jesteśmy na kwarantannie, połączono nas z ratownikiem medycznym. On uświadomił nam, że nawet nie jesteśmy zgłoszeni, że jesteśmy objęci kwarantanną.
Po rozmowie zalecił wsadzić córkę do wanny i schładzać dolewając letniej wody oraz dzwonić na szpital w Rybniku.
Oczywiście dzwonimy, przecież mamy kwarantannę i powinni nam pomóc. Odbiera lekarz pediatra dzieci młodsze, przedstawiam się, mówię, co się dzieje z dziećmi, a zwłaszcza z córką. Słyszę, jak w tle lekarz mówi, że córka ma objawy, a do mnie, że mamy zbijać gorączkę. Jakby się pogorszyło dzwonić do szpitala w Rybniku lub dzwonić do szpitala jednoimiennego.
Nie zapomnijmy dodać, że pojawia się pytanie czy już mamy wyniki wymazu. Widocznie lekarza nic nie zaniepokoiło.
Decyzja, że jak nie będzie wyboru, łamiemy kwarantannę i jedziemy od razu do Raciborza do szpitala.
Cały czas mąż próbuje dodzwonić się do rybnickiego sanepidu.
Wow! Udało się. Mąż informuję panią co się dzieje, Pani zbiera dane, dostajemy nr telefonów do szpitali jednoimiennych w Tychach i Raciborzu. Mamy czekać na wymazobus, ma być zaraz w poniedziałek.
O ironio gorączka zaczyna spadać, a w poniedziałek popołudniu córka ma 36.6. O my naiwni pomyśleliśmy, że 3 dniówka i panika niepotrzebna.
Oczywiście, kontakt z sanepidem utrudniony, a wymazobus przyjeżdża we wtorek. Wymaz pobrano od całej rodziny.
W poniedziałek i wtorek córeczka miała 36.6 i pomyśleliśmy, że już po wszystkim. Zwłaszcza, że u nikogo z domowników nic się więcej nie działo.
W środę córeczka zaczyna polegiwać, niepodobne do niej, kto ma dwulatka ten wie. Temperatura 37, 8 – a potem 36.6. Jednak nawet jak było 36.6 gorąca jak piecyk, oczy szkliste. Pokazuje jednak na majteczki i że ją boli. Myślę, że może infekcja pęcherza, trzeba zrobić badania.

Mąż próbuje nawiązać kontakt z sanepidem (setki prób). Czwartek, piątek tak samo.
Dziecko poleguje, a później skacze jakby się nic nie wydarzyło.
Cały czas dobijamy się o nasze wyniki, zwłaszcza o wynik córki.
Z piątku na sobotę pojawia się grudkowata wysypka na nogach. Pierwsza myśl, czy coś zjadła, wypiła i ją uczuliło.
Wieczorem zauważamy, że pod kolanami pojawiły się żyłki i na łydkach, jak żylaki u starszych osób. Temperatura 37,4 – córka marudna.
W niedzielę rano dzwonimy do szpitala w Rybniku na oddział pediatrii. Oczywiście po informacji, że jesteśmy na kwarantannie, pada pytanie o wynik wymazu – nie mamy.
Cały czas staramy się skontaktować z sanepidem, albo zajęte, albo nie odbierają – kto dzwonił, ten wie. Dzwonimy do WSE w Katowicach z prośbą o pomoc, a następnym razem telefonicznie składamy skargę na sanepid w Rybniku.
Za każdym razem, jak udało się nam dodzwonić, mąż informował, że z córką coś się dzieje. Odpowiedź, że rozumieją i wyników szukają. Tyle.
Dzwonimy do szpitala jednoimiennego w Raciborzu. Jezu wreszcie ktoś chce nas wysłuchać i pomóc. Pani doktor przeprowadza 30 min wywiad na temat córki i pozostałych członków rodziny. Ale nie wiem czy wiecie, bo ja nie wiedziałam, nie mogła nam pomóc, bo szpitale jednoimienne zajmują się tylko pozytywnymi pacjentami.
Zostaje nam bez wyników wymazów SOR lub pediatra w przychodni. Patrzysz na swoje dziecko i już wiesz, że państwo ma człowieka na kwarantannie gdzieś.
Jednak trafiliśmy na lekarza z sercem. Pomimo tego, że nie znamy wyników wymazów, dzwoni do nas w poniedziałek rano z pytaniem - co z córką.
My już jesteśmy po konsultacji z naszym pediatrą (wysłałam zdjęcie wysypki na nogach). Kazał córkę kąpać w krochmalu, bo to uczulenie. Oczywiście, że wspomniałam, że była wysoka gorączka, a stan podgorączkowy się pojawia i znika i że żyłki na nodze. Mamy dzwonić jak się pogorszy.
Kontakt z sanepidem jak wyżej, bez zmian – człowiek zadaje sobie pytanie po co oni są.
J

Podatek od psa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie