Niech pozory nikogo nie zmylą: susza hydrologiczna jest faktem. Jak możemy ją powstrzymać?

Akcja specjalna Wszystko w WODZIE
Udostępnij:
Wciąż łatwiej nam zmobilizować się do walki ze smogiem niż do oszczędzania wody. Dużo słyszymy o wysokiej emisji CO2 i jej tragicznych skutkach dla naszego zdrowia, ale już niewiele o niskiej retencji. Tymczasem dla ratowania Ziemi i naszej na niej egzystencji potrzebna jest zarówno walka o czyste powietrze, jak i dbałość o zasoby wody.

Wynika to z prostej przyczyny: smog przyczynia się do ocieplania klimatu, to z kolei zaś sprowadza na nas takie zjawiska jak susza hydrologiczna, popularnie zwana też suszą klimatyczną. Generalnie, by zatrzymać ten proces – a potem cofnąć jego skutki – potrzebujemy działań systemowych, prowadzonych przez rządy i organizacje międzynarodowe przez wiele lat. Ale to tylko jedno pole bitwy – nie wygramy jej, jeśli sami nie przyłączymy się do walki. By tak się stało, musimy najpierw sami przekonać się do rzeczywistej skali zagrożenia.

Tym większa susza, im bardziej… tropikalne burze!

Za oknem gigantyczna śnieżyca lub tropikalna ulewa – co to więc za opowieści o suszy – tak myśli wielu z nas, gotowych bagatelizować problem, uznając, iż susza to tylko opowieści klimatologów z kategorii „strachy na Lachy”. To właśnie przykład stereotypowego myślenia, kłócącego się z rzeczywistością.

Susza hydrologiczna to nie to samo co susze, jakie w przeszłości znaliśmy w Polsce. Tamte spowodowane były zwykłymi okresami mniejszych opadów. Choć w krótkim terminie ich skutki były dotkliwe, w okresie kilku lat wszystko w środowisku się wyrównywało poprzez okresy wzmożonych opadów – w uproszczeniu, taki model następujących po sobie siedmiu lat chudych i tłustych.

Z suszą hydrologiczną jest zupełnie inaczej – przemienny cykl lat chudych i tłustych zamienia się w ciąg lat chudych. Narastające ocieplenie klimatu sprawia, że susza staje się zjawiskiem stałym, a niedobór wody – problemem narastającym.

Towarzyszące suszy hydrologicznej fale gwałtownych opadów śniegu czy huraganowych deszczów tylko ten problem potęgują. Z prostej przyczyny – w przyrodzie ilość wody jest mniej więcej stała, natomiast dla naszej egzystencji istotne są proporcje między wodą słoną i słodką. Dla życia oczywiście ważniejsza jest ta druga kategoria. Tymczasem przy gwałtownych opadach słodka woda nie wsiąka w glebę, ale błyskawicznie rzekami spływa do mórz i oceanów, zwiększając zasoby słonej wody kosztem słodkiej.

Mała retencja – totalna frekwencja

Musimy więc zrobić wszystko, by ten proces ucieczki „dobrej” wody powstrzymać. Oczywiście, nie zapominając, że walczymy w ten sposób ze skutkami, a nie z przyczyną. Niestety, przez lekceważenie natury i działania na jej szkodę znaleźliśmy się w takim położeniu, że trzeba jednocześnie działać na rzecz powstrzymania ocieplenia klimatu (przyczyna) jak i borykać się z jego skutkami, czyli m.in. właśnie suszą hydrologiczną.

W jedno i drugie musimy zaangażować się osobiście, wpierając systemowe działania państwa i organizacji międzynarodowych. Nasza świadomość ekologiczna jest coraz większa, wiemy już powszechnie, jak walczyć z ociepleniem poprzez ograniczanie tzw. śladu węglowego, teraz pora, by równie skutecznie ograniczać ślad wodny. Przy czym, podobnie jak ślad węglowy możemy zmniejszać na wiele sposobów, np. wymieniając kopciuchy na ekologiczne źródła ciepła, przechodząc na transport mobilny itd., tak i w przypadku suszy hydrologicznej działać możemy (i powinniśmy!) na wiele sposobów.

Pamiętając przy tym o efekcie skali: jeśli każdy z nas podejmie nawet małe działania, to dzięki efektowi skali – pozytywny wynik będzie imponujący!

Działać musimy wielotorowo, przy czym najważniejsze są dwa kierunki:

  • Po pierwsze – starając się zatrzymać jak najwięcej wody z opadów atmosferycznych, nim opuści ona nasze mikrośrodowisko, spływając do morza.
  • Po drugie – oszczędzając wodę i racjonalizując jej zużycie.

Co ma susza do sadzenia drzew

Susza hydrologiczna daje o sobie znać na wiele sposobów. Gdy przez dłuższy czas brakuje opadów atmosferycznych (i niech nas nie zmylą krótkie, choć gwałtowne ulewy czy obfite opady śniegu), najpierw wysychają zasoby wód powierzchniowych, czyli tych występujących płytko, najbliżej powierzchni ziemi. W drugim etapie brak opadów prowadzi do wysychania wód gruntowych, a w dłuższej perspektywie może nawet doprowadzić do uszczuplenia naszej żelaznej rezerwy, czyli wód głębinowych.

Indywidualnie najwięcej możemy zrobić u wierzchołka tej hydrologicznej piramidy, czyli na rzecz wód powierzchniowych. Sposobów na zatrzymanie wody, czyli mówiąc fachowo – działań na rzecz małej retencji - jest wiele. Pierwszy to

budowa zbiorników retencyjnych – tych wielkich, wymagających milionów na inwestycje, ale przede wszystkim tych małych – przydomowych, pozwalających zatrzymać deszczówkę, by choćby podlewać z niej (a nie z wodociągu) ogródek.

Równie ważne są działania, które mają na celu wzmocnienie ekosystemu. To natura najlepiej potrafi radzić sobie z deficytami.
Jak to robić? W górach, gdzie spływ wody jest szybszy niż na nizinach – to dla przykładu sadzenie drzew nad brzegami rzek. Jeszcze skuteczniejsze jest oczywiście zachowywanie w pierwotnym stanie lasów i łąk – ich systemy korzeniowe doskonale pochłaniają i wiążą wodę, zapobiegając jej nadmiernemu odpływowi do rzek. Podobny zresztą efekt dają miejskie kwietniki. Jeśli na dodatek zaprojektowane są przez specjalistów, potrafią równie skutecznie zatrzymywać wodę jak tamy i wały!

Wypijasz promille tego, co zużywasz


Wstępem do zmiany myślenia na temat roli oszczędzania wody jest uświadomienie sobie kluczowego faktu: każdy z nas może zużywać codziennie nawet do 3,5 tysiąca litrów wody! Brzmi to niewiarygodnie, bo bezpośrednio (mycie warzyw i owoców, gotowanie, kąpiel, pranie itp.) używamy jej nieco ponad 100 l dziennie na osobę. Ale to tylko wierzchołek. Już dwa razy więcej (200 l w przeliczeniu na dobę i osobę) potrzeba do produkcji m.in. ręczników, ubrań, czy papieru, z którego korzystamy. Cała reszta – gigantyczne ponad 3 000 l wody dziennie na osobę potrzeba na wyprodukowanie dla każdej i każdego z nas żywności.


Ile wody potrzeba, by powstał:

  • 1 kg czekolady - 17 196 litrów wody
  • 1 kg mięsa wołowego - 15 000 l wody
  • 1 kg chleba - 1 600 l wody
  • Najmniejsza kawa espresso - 132 l wody


Pole do oszczędzania jest przeogromne.


Podczas mycia zębów pod bieżącą wodą zużywamy jej aż 19 litrów. Zwykłe zakręcanie kurka w przerwie między płukaniem pozwala nie tylko zaoszczędzić ten cenny zasób naturalny, ale i zadbać o domowy budżet – przy obecnych cenach wody to oszczędności rzędu 5 zł miesięcznie.

Standardowa zmywarka zużywa 7-13 l wody. By umyć pod bieżącą wodą porównywalną ilość naczyń i sztućców, potrzebujemy wody 6-10 razy więcej (80 litrów).

Chcesz oszczędzać wodę? – pytają dietetycy i odpowiadają: jedz warzywa i owoce. Udowodniono, że o wiele mniej wody potrzeba do wyprodukowania żywności na bazie warzyw i owoców niż mięsa. Jest to argument wielu ekspertów i fanów ekologicznego jedzenia. Wszyscy więc, którzy ostatnio dość masowo przechodzą na wszelkie diety wege, poza korzyścią dla własnego zdrowia, może nawet o tym nie wiedząc, działają na rzecz powstrzymania skutków suszy hydrologicznej!


Materiał oryginalny: Niech pozory nikogo nie zmylą: susza hydrologiczna jest faktem. Jak możemy ją powstrzymać? - Polska Times

Dodaj ogłoszenie