Krystian Burda kolorował PRL. Tworzył wzory m.in. garnków w Hucie Silesia w Rybniku. Jego twórczość znów trafi „na mury”

Barbara Kubica-Kasperzec
Barbara Kubica-Kasperzec
Udostępnij:
Przed laty projektował PRL. Nie szedł nigdy z nurtem, a nawet zwykłej lodówce czy garnkom nadawał taki szyk i koloryt, że zamawia je na całym świecie. Krystian Burda, w Rybniku, gdzie przez dekady pracował, zostanie upamiętniony w szczególny sposób. Na blokach pojawią się murale nawiązujące do jego twórczości.

Młody mężczyzna, siedzący na przestronnym korytarz warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych nerwowo zaciska dłonie. Z sali, z której przed momentem „wyleciał” z hukiem, na korytarz dochodzą tylko podniesione głosy. Dyskusja trwa w najlepsze. Ktoś się unosi, ktoś inny potakuje. Do nerwowego młodzieńca docierają tylko strzępy rozmów. Po dwóch godzinach nerwowego oczekiwania drzwi sali energicznie się otwierają. - Burda, masz pan taki dyplom, jakie nazwisko. A nas, swoich profesorów, poróżniłeś aż do grobowej deski - rzuciła zasłużona profesorka artystycznej uczelni.

Młodym mężczyzną był pochodzący z Rydułtów Krystian Burda. W środowisku artystycznym jego nazwisko coś już mówiło. Jako cudowny, 12-letni chłopiec zaistniał w gazetach, bo jego rzeźbę zabrano jako dar śląskich górników na kongres zjednoczeniowy PPS i PPR w 1948 roku. To właśnie na tym zjeździe zrodziła się Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, która przez blisko pół wieku decydowała o życiu codziennym Polaków. I ta rzeźba pomogła mu potem dostać się na warszawską ASP. Krystian Burda, był człowiekiem nietuzinkowym, wizjonerem. Dziś mówi się, że on ten nasz, szary PRL, pokolorował.

Pracę dyplomową, która wywołała na zasłużonej uczelni w stolicy taką burzę wspomina się do dziś. Jej tematem był pomnik upamiętniający twórczość Fryderyka Chopina. Nie była to jednak klasyczna postać Chopina przy fortepianie, z bujną czupryną, jakich w Polsce są setki, ale on stworzył wizję, która w socjalistycznym kraju była nie do pomyślenia, nie do przyjęcia.

Zaprojektował monumentalny pomnik składający się z prostych form geometrycznych inspirowanych budową fortepianu, umieszczonych w równomiernych odstępach na dystansie 10 kilometrów. Miały one stanąć przy drodze prowadzącej do Żelazowej Woli, miejsca gdzie urodził się Chopin. Widz oglądający pomnik zza szyb jadącego samochodu, miałby wrażenie, że olbrzymie klawisze naprawdę się ruszają i grają!Burda określił nawet, że idealny efekt można osiągnąć podziwiając pomnik jadąc z prędkością 60 kilometrów na godzinę. Ta praca wprawiła w osłupienie profesorską kadrę. Tym bardziej, że swój dyplom zaprezentował w formie filmu. Czarno-biały, rytmiczny obraz robi wrażenie. Wszystko tam gra - kroki przechodnia, drzewa podziwiane przez okna samochodu i gigantyczne klawisze, które nigdy nie powstały.

- Szymon Bojko (polski historyk i krytyk sztuki - przyp.) pokazał mój film w USA. Amerykanie spadli z krzeseł. Nie mogli zrozumieć, jak w socjalistycznej Polsce można myśleć takimi kategoriami - mówił kilka lat temu, w czasie jednego ze swoich ostatnich wywiadów w Dzienniku Zachodnim Burda. Rydułtowianin dostał upragniony dyplom, ale w stolicy był spalony.

- Był krytykowany. W tym czasie na uczelniach było wielu starszych profesorów, którzy przyjmowali, że sztuka musi być tradycyjna i takie formy jak rzeźba, malarstwo, grafika warsztatowa, to są dopuszczalne formy wypowiedzi artystycznej. A jeśli ktoś jeszcze brał kamerę i ruszał w przestrzeń, to zaczynał mieć kłopoty - mówi dr hab. Irma Kozina z katowickiej ASP. - To trochę paradoks, bo w tamtych czasach w Warszawie dużo rzeczy tego typu jednak się odbywało, ze względu na to, że w niektórych pracowniach działali profesorowie, którzy sprzyjali otwartej formie. Wydaje mi się, że Burda miał po prostu pecha, że w komisji przeważali profesorowie, którzy na tego rodzaju formy nie byli przygotowani - dodaje.

Po obronie dyplomu, z wyróżnieniem Burda wrócił na szary, kojarzący się wówczas tylko z kopalniami, hutami, ciężkim przemysłem Śląsk. I to swoje najbliższe otoczenie ożywił. Prze kolejne trzy dekady projektował garnki, lodówki, serwisy kawowe, które w setkach tysięcy schodziły z taśm produkcyjnych w rybnickiej Hucie Silesia. W wielu polskich domach, zaprojektowane przez niego naczynia używa się do dziś, a kolekcjonerzy poszukują ich na wszelkich jarmarkach, kiermaszach.

Swojej nowej pracy oddał się bez reszty. Spod jego ręki wychodziły serwisy zamawiane potem przez brytyjski dwór królewski, a pastelowe, różowe lodówki szły do krajów Arabskich i na Zachód. Od lodówek zresztą się zaczęło. Ta pierwsza, zbudowana według jego pomysłu, była dość toporna, ale szybko stała się eksportowym hitem. Zamawiali je nawet piłkarze słynnej reprezentacji Polski Kazimierza Górskiego, którzy hutę położoną w rybnickiej dzielnicy Paruszowiec odwiedzali przy okazji zgrupowań w pobliski Kamieniu. Na pamiątkę Boniek, Deyna czy Gadocha dostawali garnki, a wielu z nich, na boku z ówczesnymi kierownikami Huty omawiali kwestię zamówienia lodówki. Stworzony przez niego prototyp lodówki otwieranej na pedał albo z drzwiami otwierającymi się w dwie strony dziś podziwiać można tylko w zachowanych w muzeach katalogach. Spod jego ręki wychodziły patery produkowane z okazji 30-lecia partii, 50-lecia związku miłośników ptaków czy na jubileusz pobliskiej kopalni. W szarzyźnie tamtych czasów to były dzieła niesamowite.

- To było w latach 80. - wpadłem na pomysł, by umieszczać na garnkach cytaty z Księgi Przysłów Polskich. I daliśmy hasło: „Wiem, co jem”. Ale się wówczas działo. Zaraz zostałem wezwany na dywanik do partii. Natychmiast wstrzymano produkcję. Odebrano to jako prowokację. Przecież w tamtych czasach nie było czego włożyć do garnka - wspominał w wywiadzie Burda.

W 1970 roku jako pierwszy w Polsce opracował i zastosował technologię malarstwa na blasze emaliowanej w architekturze. Efektownymi, kolorowymi mozaikami ozdabiał ściany frontowe wielu śląskich budynków. Tak było na należącym do kopalni basenie w Rydułtowach, pawilonie handlowym w Wodzisławiu Śląskim. Tam niezwykłe, przepiękne dzieło sztuki z emalii pokrył po latach zwykły szary tynk. Mimo że zaprojektował wiele takich elewacji w całej Polsce - m.in. w ośrodku wczasowym „Silesii” w Sąpłatach na Mazurach, prawdopodobnie żadna z nich się nie ostała. Ostała się za to pamięć o nim.

Krystian Burda kolorował PRL. Tworzył wzory m.in. garnków w ...

- Dziś jego twórczość przeżywa renesans. Myślę, że on tworząc mozaiki, projektując garnki spełnił się jako artysta. Ta ucieczka w niszę projektową uwolniła go od konieczności wykonywalna posągów Lenina, czy Dzierżyńskiego - mówi Irma Kozina. - Pójście w projektowanie pozwoliło mu zachować możliwość tworzenia abstrakcji, przez co dziś on trafia na karty historii. Okazuje się, że był w PRL-u ktoś od nas, kto nie tworzył „po linii”, tylko tworzył zgodnie ze swoim wnętrzem. Burda zawsze szedł pod nurt i dzięki temu, że nie musiał jeździć na plenery organizowane przez zakłady pracy, gdzie się żądało kompozycji na 22 lipca, 1 maja, on zachował twarz i wzbudza zainteresowanie - dodaje pani profesor.

O twórczości Burdy w Rybniku wkrótce znów będzie głośno. Na remontowanych w górniczej dzielnicy Boguszowice blokach pojawią się murale nawiązujące do jego twórczości. To będą kolorowe, proste formy nawiązujące do preferowanego przez Burdę nurtu neokonstruktywizmu. Pierwsze będą malowane wiosną.

Fight Raport odc.1

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie