W symbolicznym pożegnaniu "Szyndzielni" uczestniczyło wielu pasażerów W symbolicznym pożegnaniu "Szyndzielni" uczestniczyło wielu pasażerów

W symbolicznym pożegnaniu "Szyndzielni" uczestniczyło wielu pasażerów (© FOT. AGNIESZKA MATERNA)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Wczoraj, o godzinie 6 rybnicki dworzec PKP pogrążył się w żałobie. Ubrani na czarno mieszkańcy, z chusteczkami w dłoniach, wieńcami żałobnymi i zapalonymi zniczami, przy dźwiękach górniczej orkiestry, pożegnali udający się w ostatni kurs, likwidowany pociąg "Szyndzielnia", relacji Bielsko-Rybnik-Wrocław.

W ten sposób jedyny pociąg, łączący Rybnik z Dolnym Śląskiem, przeszedł do historii. Od 1 września będzie wykreślony z rozkładu jazdy. Mieszkańcy całego regionu poprzez symboliczny pogrzeb protestowali przeciwko decyzjom PKP Intercity.

- Teraz, aby dostać się koleją do Wrocławia, będziemy musieli jechać na dworzec do Gliwic lub Katowic. To jakaś paranoja - mówi Roman Kania z Rybnika, który wczoraj przyszedł na dworzec, by wziąć udział w ceremonii.

Niezwykły happening zorganizowało Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych przy współpracy ze Stowarzyszeniem Rozwoju Kolei Górnego Śląska, Obywatelskim Komitetem Obrony Kolei Województwa Śląskiego oraz mieszkańcami Rybnika. Wygłaszano pożegnalne mowy, wspominano podróże "Szyndzielni", wysyłano do znajomych esemesy z kondolencjami.

- Dziś, jako symbol wszystkich likwidowanych pociągów, żegnamy naszą "Szyndzielnię". Pod tym wielkim, ciężkim pociągiem kryją się prawdziwe historie ludzkich przeżyć, emocji i niespodziewanych torów losu. Teraz to wszystko się przekreśla. Dlatego bijemy na alarm, bo niedługo zostaną nam tylko tory - mówił Paweł Mitura-Zielonka, który prowadził ceremonię.

Likwidacja linii to efekt cięć w PKP Intercity. Spóka uzasadnia tę decyzję zbyt małą liczbą pasażerów i dużymi stratami.

- Małe zainteresowanie podróżnych oraz duże nakłady na uruchamianie połączeń powodują straty, których w tym sezonie nie jesteśmy w stanie pokryć - mówi Beata Czemerajda z zespołu prasowego PKP Intercity.

Jednak na pytanie o konkretne kwoty w PKP Intercity nabierają wody w usta. - Takich danych udzielamy tylko ministerstwu - mówi Czemerajda .

Mieszkańcy są zbulwersowani. - Często jeździłem "Szyndzielnią" i zawsze pociąg był pełny pasażerów. Nie rozumiem decyzji PKP Intercity. Przecież nie chodzi tylko o Rybnik, ale o cały 650-tysięczny region. Jeszcze trochę, a staniemy się wysepką, z której nie będzie można się wydostać - mówi Szymon Medalion z Rybnika, który wziął udział w pogrzebie.

Swojego oburzenia nie kryje też Stanisław Sobczyk ze Stowarzyszenia Rozwoju Kolei Górnego Śląska. Jego organizacja wystosowała pisma do ministra infrastruktury, wojewody oraz PKP Intercity w sprawie przywrócenia pociągów dalekobieżnych do Rybnika.

- Pociągi pospieszne są przecież dotowane z budżetu państwa. Rybnik jest stolicą subregionu zachodniego, w którym istnieją duże zakłady przemysłowe, elektrownie, kopalnie. Odprowadzają one spore podatki do budżetu państwa. Ministerstwo, podobnie jak PKP Intercity, niestety ma to w nosie - grzmi Sobczyk.

W Ministerstwie Infrastruktury tłumaczą, że brakuje pieniędzy na dotowanie wszystkich połączeń. - Od trzech lat na tego typu dotacje mamy 240 milionów złotych. Rosną ceny energii elektrycznej, a kwota ta się nie zmienia. Nie jesteśmy w stanie wspierać dalej wszystkich kursów - mówi Sławomir Sadowski z biura informacji w resorcie.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!