Na mecze Widzewa w ekstraklasie trzeba jeszcze poczekać Na mecze Widzewa w ekstraklasie trzeba jeszcze poczekać

Na mecze Widzewa w ekstraklasie trzeba jeszcze poczekać. (© fot. Grzegorz Jakubowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Kurator może wrócić do PZPN? To nie żart, tak przynajmniej twierdzi Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przy PKOl.

Wszystko z powodu decyzji zarządu PZPN, który zdecydował na czwartkowym posiedzeniu, że Widzew pozostanie w pierwszej lidze i przekazał sprawę łódzkiego klubu do ponownego rozpatrzenia związkowemu Wydziałowi Dyscypliny.

- Czekamy tylko na pisemne uzasadnienie wyroku Trybunału - tłumaczył nam wczoraj reprezentujący PZPN przed tym organem Krzysztof Malinowski.

Trybunał Arbitrażowy, który uchylił we wtorek karę degradacji dla Widzewa (za kupienie 12 meczów w sezonie 2004/2005), ma na to trzy tygodnie. Malinowski podkreślił jednak, że "raczej niemożliwe" będzie przywrócenie w tym sezonie łódzkiego klubu do ekstraklasy, czego zażądali w środę jego działacze. Nie tylko dlatego, że sprzeciwia się takiemu rozstrzygnięciu zarządzająca rozgrywkami ligowymi spółka Ekstraklasa SA.

- Zarząd nie był w tej sprawie jednomyślny. Zdecydował jednak, że powiększenie ekstraklasy wymagałoby zbyt wielu radykalnych zmian, np. regulaminu rozgrywek, umów o zarządzaniu ligą czy sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. Stroną ostatniej z wymienionych są wszystkie kluby i weto choćby jednego z nich uniemożliwi nam działanie - tłumaczył Malinowski.

Brzmi logicznie, problem w tym, że wyroki Trybunału Arbitrażowego mają tryb natychmiastowej wykonalności (na niej oparli swoje żądania działacze Widzewa). Decyzja PZPN oznacza, że związek złamał prawo.

- Musi więc liczyć się z sankcjami, jakie przewiduje w takich sytuacjach ustawa o sporcie kwalifikowanym. Artykuł 21 precyzuje, jakie czynności może podjąć organ sprawujący nadzór nad związkiem sportowym, którym w przypadku PZPN jest Ministerstwo Sportu. Jedną z możliwości jest... wprowadzenie do związku kuratora - tłumaczy rzecznik TA Wiktor Cajsel.

Wynika z tego, że walczący o swoje interesy Widzew dał przy okazji broń do ręki ministrowi sportu Mirosławowi Drzewieckiemu, który od dawna szuka przecież pretekstu, by wprowadzić do PZPN kuratora. Raz już to zrobił, niemal dokładnie rok temu. Pod naciskiem Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) musiał go jednak wycofać. Teraz będzie mógł spróbować po raz kolejny. Pytanie, czy się odważy?

- Kurator? Nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć panu na to pytanie. Minister Drzewiecki nie może rozmawiać, bo jest obecnie służbowo w Poznaniu i ma bardzo napięty harmonogram. Mogę tylko obiecać, że zapytam go o to w pierwszej wolnej chwili - ucieka od odpowiedzi rzecznik Ministerstwa Sportu, Małgorzata Pełechaty.

Jak udało nam się jednak dowiedzieć, kuratora nie będzie. Nie tylko dlatego, że wniosek ministra musi jeszcze zaakceptować Trybunał Arbitrażowy.

- Nie ma szans, problem jest zbyt złożony. Poza tym, gdyby skończyło się tak jak przed rokiem, dla Drzewieckiego byłaby to śmierć polityczna. Jest przecież z Łodzi, przez co niektórzy bez przerwy wytykają mu stronniczość - twierdzi człowiek z otoczenia ministra.

PZPN musi natomiast całkiem serio brać pod uwagę, że Widzew wystąpi teraz do sądu o odszkodowanie i to niemałe.

- Jeżeli sąd uwzględni racje klubu, a nie będzie możliwe wykonanie orzeczenia w sposób naturalny, pozostaje kwestia ewentualnej rekompensaty finansowej - przyznaje Malinowski. - Oczywiście przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy i tego, jak bardzo sam Widzew przyczynił się do obecnej sytuacji - podkreśla.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!