Od wielu lat władze polskie próbują załatwić status wielu nieruchomości, w których posiadanie strona rosyjska weszła jeszcze w latach 70. Chodzi o działki znajdujące się w bardzo intratnych miejscach stolicy. Nie wszystkie jednak były przez Rosjan wykorzystywane jedynie do celów dyplomatycznych, jak przewidywały to obustronne umowy międzypaństwowe. Rosjanie dzierżawili je różnym firmom oraz przez lata zalegali z płaceniem podatków.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Tuż przed wizytą Władimira Putina w Gdańsku szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski pochwalił się, że naszym urzędnikom udało się odzyskać cztery działki położone w Warszawie i okolicach. W przeszłości wybudowano na nich trzy ośrodki techniczne zajmujące się w niegdyś handlem i obsługą radzieckich maszyn oraz osiedle mieszkaniowe. Dziś zamieszkiwane są przez osoby zatrudnione w ambasadzie Federacji Rosyjskiej.

Rząd przed rokiem postanowił wypowiedzieć umowy. Termin wymówienia zakończył się 27 czerwca br. A w związku z tym zarządcami działek przestały być podmioty rosyjskie. Zanim do tego doszło, rząd powołał Międzyresortowy Zespół ds. Mienia Skarbu Państwa, któremu udało się ustalić właścicielski stan faktyczny na podstawie wpisów w księgach wieczystych. Po wygaśnięciu umów państwo przejmuje więc kolejne nieruchomości.

- Nareszcie coś się w tej sprawie ruszyło, bo była to jawna niesprawiedliwość - podkreśla Stanisław Ciosek, wieloletni ambasador RP w Moskwie. Jak wspomina, czynił przez lata zabiegi, by nie tyle Rosjanie oddali Skarbowi Państwa zajmowane w Warszawie nieruchomości, ale przekazali stronie Polskiej analogiczną ilość nieruchomości. Jednak bezskutecznie. Dlaczego tak się działo?

- Z tamtej strony nie było dobrej woli, po prostu nie chcieli się zgodzić na takie polubowne załatwienie sprawy - podkreśla Ciosek.

Jeszcze w 1974 r. za czasów Edwarda Gierka PRL podpisała z ZSRR umowę o wymianie gruntów pod przedstawicielstwa handlowe. Sowieci dostali wówczas w stolicy na zasadach dzierżawy dziewięć nieruchomości. Jednak, jak to bywa relacjach między hegemonem a dominium, PRL takich gruntów w Moskwie nigdy nie otrzymała. Łącznie Rosjanie dysponowali dziewiętnastoma działkami w Warszawie. Tymczasem stronie polskiej przypadało w Moskwie zaledwie pięć.

- Ktoś może powiedzieć, że niewielkie są efekty naszych rozmów, ale udało nam się załatwić proste sprawy, które przez lata były nie do załatwienia - mówił kilka dni temu w Gdańsku premier Donald Tusk po wizycie premiera Rosji w Polsce. Jaka jest więc skala tych sukcesów? Tym bardziej że Rosjanie forsują swój punkt widzenia i swoje interesy, bardzo konsekwentnie sprowadzając tak mało znaczące kwestie, jak żeglugę na Zalewie Wiślanym lub sprzedaż gazu, do rangi problemów o randze strategicznej.

Dla strony polskiej palących spraw jest kilka. Zdecydowanie najważniejszą jest podpisanie nowego długoterminowego kontraktu na zakup gazu ziemnego, uniknięcie zagrożenia zakręcenia kurka i uzyskanie dobrej ceny. Czy jesteśmy dziś bliżej jego podpisania na naszych, a więc bardziej kompromisowych warunkach? Wygląda na to, że nie.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!