(© Alek)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Na terenie rybnickiego Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych jeden z pacjentów, 28-letni mężczyzna popełnił samobójstwo. Do zdarzenia doszło 27 grudnia, ale dotąd nikt głośno o tym nie mówił. Gdzie w tym czasie byli lekarze i pielęgniarki? Na to pytanie odpowiedzi szuka teraz Prokuratura Rejonowa w Rybniku.

- Sprawdzamy, czy w czasie pobytu w szpitalu pacjent miał odpowiednią opiekę - mówi asesor Aleksandra Mrozek z Prokuratury Rejonowej w Rybniku. - Mamy już wyniki sekcji zwłok 28-latka i wiemy, że do jego śmierci doszło wskutek gwałtownego uduszenia się. Nie stwierdzono udziału osób trzecich. Postępowanie trwa, aktualnie przesłuchujemy świadków - dodaje.
O wyniki prokuratorskiego dochodzenia spokojna jest dyrekcja lecznicy. Jej zdaniem, w tej sprawie o żadnych nieprawidłowościach nie ma mowy. - Pacjent miał odpowiednią opiekę. Niestety w schorzeniach psychiatrycznych jest tak, że jeśli pacjent zdecyduje, że chce zakończyć swoje życie, to niewiele jest sposobów na to, by mu to działanie uniemożliwić - podkreśla Marek Ksol, zastępca dyrektora ds. lecznictwa.
Samobójstwo jednego z pacjentów to jednak tylko jeden z problemów, z którymi boryka się ten psychiatryk. W rybnickim oddziale Sądu Okręgowego toczy się proces, jaki jeden z byłych pacjentów - Bogusław Pala, mieszkaniec Pogwizdowa, wytoczył Szpitalowi Psychiatrycznemu w Rybniku. Były pacjent twierdzi, iż w trakcie jego dwutygodniowej, przymusowej hospitalizacji pracownicy szpitala podawali mu leki bez jego zgody, faszerowali go środkami psychotropowymi i dodatkowo udzielali nieodpowiednim osobom informacji o jego pobycie w szpitalu.
- Pozwałem szpital za to, iż naruszył moje dobra osobiste. Nie może być tak, że ktoś próbuje na siłę zrobić ze mnie wariata i jest bezkarny.
∨ Czytaj dalej

Domagam się 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia od placówki - mówi nam pan Bogusław.
Część zarzutów byłego pacjenta potwierdził rzecznik praw pacjenta, który funkcjonuje w szpitalu. Rzecznik potwierdził między innymi, iż w zapiskach pielęgniarzy znajdują się informacje o podaniu Pali leków w porze wieczornej, podczas gdy w Karcie Zleceń Lekarskich nie ma wpisanych żadnych nazw leków, które pacjentowi lekarz polecił podać. Dyrekcja szpitala w korespondencji do rzecznika praw pacjenta, który interweniował w tej sprawie, wyjaśniała, że w zapiskach pielęgniarskich doszło do zwykłej pomyłki we wpisie, bo w rzeczywistości żadnych leków pacjentowi nie podawano. - Problem jednak w tym, iż owa pomyłka została popełniona aż cztery razy i to przez czterech różnych pielęgniarzy i pielęgniarki - mówi Pala.
- Komentowanie tej sprawy jest trudne, bo musiałbym wchodzić w szczegóły dotyczące zdrowia psychicznego tego pana. Jako lekarz nie powinienem tego robić. Powiem tylko, że jako szpital jesteśmy spokojni o przebieg postępowania przed sądem i przekonani, że wyrok będzie pozytywny dla lecznicy - mówi dyrektor Ksol.
Sprawa pacjenta, który pozwał lecznicę, to zresztą zaledwie część problemów, które trapią rybnicką placówkę. Pod koniec ub. roku odbyła się tam kontrola warszawskiego Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Kontrolerzy dopatrzyli się szeregu nieprawidłowości i przypadków łamania praw pacjenta.
- Pacjenci są tam karani zbiorowo np. za złamanie zakazu palenia. A w przypadku próby wyegzekwowania od pacjentów oczekiwanych zachowań personel stosuje metodę zastraszania - czytamy w protokole pokontrolnym. Zdaniem kontrolerów pacjenci mają też ograniczony kontakt z lekarzami. W jednym z punktów pracownicy biura rzecznika zwrócili uwagę także na to, iż podczas jednego z posiłków pacjenci nie mieli stołowej zastawy, a parówki jedli prosto z kotła.
- Mam nadzieję na pełne wdrożenie zaleceń pokontrolnych oraz otwartą współpracę z dyrektorem szpitala - podkreśla Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta w Warszawie.
Wyniki kontroli spotkały się z ostrą reakcją dyrekcji i pracowników szpitala. - Nie zgadzamy się z zarzutami, a w szpitalu nic złego się nie dzieje. W oczy rzucają się absurdalne zarzuty, jak np. ten o parówkach, ale pisząc nam, że ograniczamy pacjentom spacery, nikt nie zwraca uwagi na to, iż ci pacjenci są niejednokrotnie skierowani do nas na przymusowe leczenie i nie zawsze oddział mogą opuszczać - mówi Marek Ksol.
Na miejscu pojawili się także pracownicy Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. - Nie zamietliśmy sprawy pod dywan. Opracowujemy protokół z naszej kontroli - mówi Magdalena Kociołek z biura prasowego UM w Katowicach.
Sprzątaczka wyskoczyła z okna rybnickiej prokuratury
Po kontroli w szpitalu psychiatrycznym. Uchybień nie było

Komentarze (6)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez POLSKAPRESSE Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

pacjęt (gość)

BRPP prawdopodobnie będzie musiało wyjaśnić swoje bzdury jakie napisało.A po drugie fajnie jest pisać artykuły stronnicze.Szpital powinien raz w roku zrobić tzw "drzwi otwarte"jak to jest na przykład w Elek. Rybnik.I co niektórzy by się zdziwili i zamknęli swe jadaczki.

ciekawski (gość)

Ciekaw jestem czy jakiś historyk spróbuje opisać kiedyś to co w tym szpitalu działo się w czasie wojny. Jak wiadomo hitlerowcy dokonywali eutanazji osób psychicznie chorych oraz eksperymentów medycznych. A ten szpital był podobno największym przychiatrykiem zarówno w Prusach jak i potem w Polsce i w Niemczech. Wszyscy tylko wspominają o tym oraz o masowym grobie ale tak naprawdę niewiele wiadomo co tam się działo... Po wojnie z kolei w czasach PRL przebywało tam mnóstwo naukowców czy nauczycieli akademickich którzy byli nieposłuszni władzy i trafiali tam jako "wariaci". A obecnie w szpitalu często goszczą znani z telewizji oskarżeni na różnego rodzaju badaniach typu "Słowik" czy matka Madzi...

kolo (gość)

Powinni się temu przyjrzeć na poważnie bo wszystko pod dywan pozamiatają. Zawsze można powiedzieć, że chory miał atak czy coś innego. I jak to sprawdzić