Obawiamy się,  że mur w końcu runie i komuś stanie się krzywda - mówią Krystyna i Renata Kowol Obawiamy się,  że mur w końcu runie i komuś stanie się krzywda - mówią Krystyna i Renata Kowol

Obawiamy się, że mur w końcu runie i komuś stanie się krzywda - mówią Krystyna i Renata Kowol. (© Fot. Agnieszka Materna)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rybnicka prokuratura rejonowa sprawdza, czy fragment ogrodzenia, który rozdziela teren parafii w dzielnicy Niewiadom od prywatnej posesji państwa Kowol zagraża bezpieczeństwu właśnie tej rodziny. Doniesienie w tej sprawie złożyli właściciele domu przy ul. Piotra Skargi.

- Płot stoi na granicy naszych działek, ale został wybudowany przez księży. Przez wiele lat rozdzielał naszą działkę od dóbr kościelnych. Teraz jest jednak w opłakanym stanie. Domagamy się, żeby ksiądz proboszcz rozebrał mur, bo boimy się, że pewnego dnia runie i komuś z nas stanie się krzywda - mówi Krystyna Kowol, która wraz z dwójką dorosłych dzieci mieszka w domu, który sąsiaduje z kościołem.

Ogrodzenie znajdujące się na granicy obu działek rzeczywiście znajduje się w fatalnym stanie. Gruby na około 10 centymetrów, wysoki na metr i długi na ponad 20 metrów mur pęka i ciągle się kruszy. Spore kawałki tynku i betonu co rusz spadają do ogrodu państwa Kowol.

- Boimy się, że przy większej wichurze mur po prostu się przewróci. Strach pomyśleć co będzie, jeśli ktoś z nas będzie wtedy akurat w pobliżu ogrodzenia, które przecież ciągnie się na całej długości naszej posesji - mówi Renata Kowol, córka właścicielki. - Poza tym, wokół kościoła cały czas kręcą się dzieci. Kto będzie winny jeśli kawałek betonu spadnie na jakieś dziecko? - pyta.

Jeszcze kilka lat temu mur miał prawie 2 metry wysokości, jednak połowę rozebrała firma zatrudniona przez proboszcza parafii pod wezwaniem Bożego Ciała i św. Barbary. - Wtedy usunięte zostały tylko górne elementy z metalu i drewna. Metrowa podstawa z betonu została, mimo że była w opłakanym stanie. Od tego czasu nikt nie remontował ogrodzenia - mówi Krystyna Kowol.

Mieszkańcy próbowali zainteresować swoim problemem najwyższe władze kościelne. Wykorzystali moment, gdy parafię w Niewiadomiu odwiedził arcybiskup Damian Zimoń. Także jego prosili o interwencję.

- To nic nie dało. Co prawda ksiądz kilka lat temu wybudował od strony kościoła nowy, piękny płot, ale stary mur zostawił. Nowe ogrodzenie całkowicie go zasłania. Ksiądz i parafianie nie muszą go już oglądać, a my patrzymy na niego z niepokojem każdego dnia - mówi Renata Kowol.

Nie czekając na ruch proboszcza, mieszkańcy domu przy ulicy Piotra Skargi zwrócili się do rybnickiej prokuratury. Na jej wniosek stan płotu zbadali pracownicy Inspektoratu Nadzoru Budowlanego z Rybnika.

- Sprawdziliśmy wszystko na miejscu, jednak nie mogę zdradzić wyników kontroli. Trafiły one już na biurko prokuratora - mówi Joanna Wieczorek-Zarzecka, zastępca inspektora nadzoru budowlanego w Rybniku.

Tymczasem, mimo że sprawą parafialnego ogrodzenia zajmuje się prokuratura, proboszcz parafii w Niewiadomiu - ksiądz Andrzej Gawełczyk twierdzi, że do tej pory nic nie wiedział o problemach swoich sąsiadów.

- Nie widzę tego ogrodzenia, bo zasłania go drugi płot. Ale nikt, nigdy nie był u mnie, by porozmawiać o tej sprawie. Jeśli jednak sąsiedzi mają z tym ogrodzeniem jakiś kłopot, to zapraszam ich do siebie. Razem zobaczymy, co da się w tej sprawie zrobić. Zastanowimy się wspólnie, jak rozwiązać ten problem. Być może mur będzie można po prostu usunąć - mówi ksiądz Andrzej Gawełczyk.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

    Więcej na temat: