Rodziny i bliscy górników czekają przed oparzeniówką na informacje o ich stanie Rodziny i bliscy górników czekają przed oparzeniówką na informacje o ich stanie

Rodziny i bliscy górników czekają przed oparzeniówką na informacje o ich stanie. (© Fot. Lucyna Nenow)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Osiemnastu ciężko poparzonych górników z kopalni Wujek trafiło do siemianowickiego Centrum Leczenia Oparzeń. Ich stan jest ciężki. - Mają poparzone od 40 do 90 procent ciała. Podejrzewamy też poparzenia dróg oddechowych - poinformował dr Marek Grabowski.

Pierwsza karetka z rannymi górnikami pojawiła się w CLO o godzinie 11.45. Później przyjechało ich jeszcze czternaście. W każdej było dwóch, lub trzech górników. Jedna przywiozła aż pięciu. Trwało to kilka godzin. Centrum Leczenia Oparzeń - z braku wolnych łóżek - mogło jednak przyjąć ograniczoną liczbę pacjentów, dlatego kilku znalazło się w szpitalach w Chorzowie i Świętochłowicach. Trzech z nich przetransportowano natomiast do Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich. - Dotarło do nas trzech pacjentów o różnym stopniu obrażeń i różnym obszarze poparzenia skóry - potwierdza Bolesław Gębarski, dyrektor siemianowickiej placówki. - Byliśmy na to przygotowani, dlatego procedura przeniesienia ich od izby przyjęć do szpitalnego łóżka trwała tylko dwie minuty. Co do ich stanu; trudno powiedzieć, jak się sprawa potoczy. Mówimy przecież o pacjentach, którzy mają nawet 50 procent poparzonej skóry, dlatego jest to bardzo trudny temat.

Późnym popołudniem stan trójki górników hospitalizowanych w Szpitalu Miejskim był stabilny. - Dwóch górników jest w stanie ciężkim, w przypadku trzeciego jesteśmy bardziej spokojni - dodał dyrektor Gębarski.



Tymczasem pod oparzeniówką już od południa zaczęły gromadzić się rodziny rannych górników. Jedną z pierwszych była Małgorzata Szklarz z Chorzowa. Jej chłopak, Rafał, znalazł się wśród rannych. - Zadzwoniła do mnie mama Rafała - mówiła zrozpaczona. - Niestety, nie wiem w jakim stanie jest Rafał, bo lekarze nic nam nie mówią...

Rodziny poparzonych górników przez kilka godzin bezskutecznie domagały się informacji na temat stanu zdrowia hospitalizowanych. Niemal wszyscy podkreślali, że o wypadku dowiedzieli się z mediów. - Z kopalni nikt do nas nie zadzwonił - denerwowali się. - Chcę wiedzieć co z moim mężem - płakała pani Aleksandra z Siemianowic, która pod CLO przyszła z córką. - Zawsze martwiłam się, że może zdarzyć się taki wypadek i tyle razy mówiłam mężowi, żeby zmienił pracę...

Izabela Bojsza z Rudy Śląskiej również z niecierpliwością czekała na oświadczenie lekarzy. - Podobno mój mąż wyszedł z kopalni o własnych siłach. Mam nadzieję, że będzie dobrze...

- Zjechałem właśnie na dół. do pracy w kopalni Janina, kiedy dowiedziałem się, że mam wracać na górę. Syn miał wypadek - opowiadał Wiesław Wycisło. - Najpierw usiłowałem go znaleźć w szpitalach, bo w kopalni nie dowiedziałem się niczego. Nie było go ani w Sosnowcu, ani w Chorzowie. Wreszcie tu potwierdzili, że przetransportowali go helikopterem.

Wiesław Wycisło nie ma złudzeń, co do warunków pracy w kopalni. - Bezpieczeństwo się nie liczy. Dla tych górników na górze najważniejsze jest fedrowanie i wydobycie. A ci na dole to tylko mięso armatnie...

Ok. godziny 15 dr Grabowski z CLO zaprosił krewnych górników do kliniki, gdzie poinformował ich o stanie zdrowia pacjentów. - Jest źle... Syn jest przytomny, ale bardzo poparzony... - mówił uspokajając żonę pan Wiesław.

Poważny stan pacjentów potwierdził także dyrektor CLO Mariusz Nowak. - Wszyscy są ciężko oparzeni - powiedział. - Robimy badania na bieżąco, między innymi bronchoskopię, sprawdzamy, czy są oparzone górne drogi oddechowe. Przy oparzeniach o rokowaniach mówić jest bardzo trudno. Dużo zależy po organizmu. Każdy z pacjentów trafi do komory hiperbarycznej, dzięki której szansę pacjentów powinny wzrosnąć. Tlen hiperbaryczny powoduje bowiem stabilizację błon komórkowych. Z rodzinami pacjentów jesteśmy w kontakcie. Jeżeli będzie się coś działo, natychmiast ich o tym poinformujemy. Teraz czekamy jeszcze na dwóch pacjentów z innych szpitali. Zostaną do nas przetransportowani, o ile ich stan na to pozwoli - dodał.


Zobacz także:

W kopalni Wujek-Śląsk mogło dojść do wybuchu metanu. Dwunastu górników nie żyje

Dwunastu górników zginęło w kopalni Wujek-Śląsk (zdjęcia)

7-dniowa żałoba w Rudzie Śląskiej

Uruchomiono telefon dla rodzin ofiar z kopalni Wujek-Śląsk

Wojewoda śląski apeluje o zachowanie powagi

Górnicy mają fedrować i ginąć

Największe tragedie w polskich kopalniach



Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!