Czy jest różnica między pacjentem, który pobiera pokarm przez sondę, a chorym w równie złym stanie, ale karmionym łyżeczką? Narodowy Fundusz Zdrowia się jej dopatrzył, co przełożyło się na obcięcie pieniędzy na ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Czy jest różnica między pacjentem, który pobiera pokarm przez sondę, a chorym w równie złym stanie, ale karmionym łyżeczką?

Narodowy Fundusz Zdrowia się jej dopatrzył, co przełożyło się na obcięcie pieniędzy na najciężej chorych w zakładach opiekuńczo-pielęgniarskich.

- Takie zakłady powinny funkcjonować na preferencyjnych zasadach, przecież nasze społeczeństwo jest coraz starsze! Tymczasem NFZ zabiera pieniądze na opiekę - mówi Iwona Borchulska, wiceprzewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

- Skandal! Niech Fundusz lepiej powie, że nie ma pieniędzy, a nie tłumaczy, że podejmuje decyzje w trosce o dobro pacjenta - dodaje Waldemar Jurasz, dyrektor zakładu w Rajczy.

Do zakładów opiekuńczych trafiają obłożnie chorzy, najczęściej w podeszłym wieku, którzy mają za sobą długie leczenie szpitalne. W województwie śląskim są 42 takie zakłady, a w nich dwa tysiące trzysta miejsc. Niewiele, ale każde województwo w kraju cierpi na podobne baraki. Jedna trzecia pacjentów to osoby, które nie ruszają się, nie jedzą samodzielnie, mają też założone pampersy. Zostali zakwalifikowani do grupy najciężej chorych w międzynarodowej skali Barthela, w której pacjent może otrzymać 100 pkt. Im mniej punktów, tym gorzej. Osoby najciężej chore dostają nawet zero. NFZ, szukając oszczędności, uznał, że i w tej grupie można podzielić pacjentów, biorąc pod uwagę... sposób podawania pokarmu. Zdecydowano, że pacjent karmiony łyżeczką jest tańszy w utrzymaniu, od chorego podłączonego do sondy. Z tego powodu stawka za tzw. osobodzień ma się zmniejszyć z 198 zł do 71 zł.

Pierwsze zmiany w zakładach opiekuńczych wprowadzono pod koniec zeszłego roku. Podwyższono standardy. Z tego powodu dyrektorzy musieli zatrudnić dodatkowy personel, w tym lekarzy neurologów, anestezjologów, psychologów oraz rehabilitantów. Kolejnym zadaniem będzie zakupienie wysokiej klasy sprzętu jak na salach intensywnej terapii, przy jednoczesnej obniżce stawek.

- Tydzień temu regionalne oddziały NFZ rozesłały pisma do wszystkich zakładów, precyzując zmianę kwalifikacji pacjentów na niekorzyść zakładów. Jeśliby tak przeanalizować kwestię karmienia, to zdecydowanie bardziej pracochłonne jest podawanie jedzenia łyżeczką niż przez sondę. Obawiam się, że za niedługo NFZ uzna, że pacjent, który nie ma cewnika tylko pampers, jest w stanie samodzielnie się wysikać - mówi Borchulska.

W NFZ w Warszawie usłyszeliśmy, że te zmiany są konieczne, aby zachować racjonalność w wydawaniu pieniędzy publicznych.

- Im bardziej pacjent wymaga opieki specjalistycznej, tym więcej pieniędzy idzie na ten cel. A karmienie dożylne i dojelitowe jest droższe od karmienia łyżeczką. W tym ostatnim przypadku pielęgniarkę może zastąpić ktoś z rodziny - wyjaśnia Karolina Jasik z zarządu NFZ w Warszawie.

Dyrektorzy zakładów zapowiadają protest. - NFZ chce nas doprowadzić do upadłości. Jak tak można traktować ludzi starszych? Od 27 lat jestem geriatrą i jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłem. Za takie pieniądze nie da się funkcjonować - dodaje Jurasz.

W ośrodku w Rajczy przebywają 143 osoby, z czego czterdzieści to pacjenci z tzw. grupy zero.






127 zł mniej ma kosztować obłożnie chory pacjent, którego karmi się nie przez sondę, ale łyżeczką

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!