Ministerstwo Zdrowia zakończyło już prace nad 13 rozporządzeniami do ustawy o koszyku gwarantowanych świadczeń medycznych. Dziś powinniśmy dowiedzieć się, za jakie konkretne świadczenia pacjenci ubezpieczeni w NFZ nie będą musieli płacić. Jak dotychczas będziemy współpłacili m.in. za leczenie uzdrowiskowe oraz za artykuły pomocnicze i ortopedyczne.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Rozporządzenia są sygnałem dla pacjentów, co naprawdę jest dla nich gwarantowane. A jeśli tak, to nieodpłatnie. Dzięki pracom nad koszykiem udało się ustalić, na co państwo stać, jeśli chodzi o finansowanie świadczeń zdrowotnych - skomentowała minister Ewa Kopacz.

- Gdyby prof. Religa żył, a to on pierwszy postawił sobie za cel stworzenie koszyka gwarantowanych świadczeń medycznych, byłby z tego bardzo dumny - ocenił prof. Marian Zembala, przewodniczący Rady Naukowej przy ministrze zdrowia.

Jego optymizmu nie podziela przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, Bolesław Piecha z PiS: - Dokonano przekopiowania zarządzenia prezesa NFZ, dotyczącego katalogu świadczeń zdrowotnych. Plusem jest tylko to, że teraz ma on charakter aktu prawnego o randze ustawy, na co wielokrotnie zwracał uwagę TK.

Od piątku ministerstwo zbiera uwagi, które będą pomocne przy %07nowelizacji koszyka (ma się odbywać co najmniej raz w roku). Bój toczyć się będzie o 15-20 proc. najnowszych technologii medycznych. Postępowaniem w sprawach kwalifikowania świadczeń zdrowotnych będzie zajmowała się Agencja Oceny Technologii Medycznych. Podejmowane przez nią decyzje będą poprzedzane opiniami konsultantów krajowych z danej dziedziny medycyny, prezesa NFZ i Rady Konsultacyjnej. Dopiero po uzyskaniu wszystkich rekomendacji minister zdrowia zdecyduje, które świadczenia, w jakim stopniu i na jakich warunkach będą gwarantowane.

- Powinniśmy się cieszyć, że polski koszyk jest pełniejszy niż czeski i prawie tak pełny jak niemiecki, jednak musimy uważać, bo pieniędzy w systemie nie przybędzie - zwrócił uwagę prof. Zembala. - W przypadku najdroższych, wysokospecjalistycznych procedur najważniejsze będą wskazania medyczne - dodał profesor, podając przykład ze swojego kardiochirurgicznego podwórka: - Coraz więcej osób w wieku 80-85 lat, mając stenozę aortalną, ma jednocześnie niewydolność nerek, cukrzycę i przebyte incydenty mózgowe. Tradycyjne operowanie chorych w tym wieku, z wymianą u nich zastawki jest obarczone dużą śmiertelnością. Od listopada w Zabrzu, Katowicach, Krakowie i Warszawie można takim pacjentom pomóc za pomocą mniej inwazyjnego zabiegu przezskór-nego. Tyle że bardzo kosztownego. Tacy pacjenci powinni mieć świadczenie gwarantowane, ale nie widzimy powodu, by za taki sam zabieg NFZ płacił za osoby 50-letnie w lepszym stanie zdrowia. Tych pacjentów można operować tradycyjnie. W przeciwnym razie rozwalimy budżet.

Zdaniem prof. Zembali, o kwalifikacji do tego typu zabiegów nie powinni decydować sami lekarze, lecz grupy niezależnych ekspertów.

Nie brak jednak głosów krytyki pod adresem koszyka minister Kopacz. Iwona Borchulska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych powiedziała nam, że kryteria oceny stanu pacjentów tak zawyżono, że teraz na kompleksową opiekę pielęgniarską nie zasłuży żaden chory, jeśli... będzie miał odruch przełykania pokarmu. - Opiniowałam rozporządzenie dotyczące opieki długoterminowej i to, co tam przeczytałam, mogę określić tylko słowami: społeczna eutanazja. Pani minister skazuje na nią znaczną grupę pacjentów, których teraz żaden dyrektor nie przyjmie do placówki opieki długoterminowej, bo nie będzie mu się opłacało.

Jej zdaniem, resort zdrowia chce przy okazji tworzenia koszyka zaoszczędzić na pacjentach spore sumy. - Do tej pory pacjenci wymagający opieki długoterminowej klasyfikowani byli na podstawie tzw. międzynarodowej skali Barthel. Jeśli ktoś miał "0", to znaczy, że był w najgorszym stanie, nie mógł samodzielnie jeść. To taki pacjent, jak Janusz Świtaj z Jastrzębia Zdroju, z porażeniem czterokończynowym. Do tej pory NFZ płacił za pobyt takich pacjentów w ośrodku opieki 198 zł. Po zmianie kryteriów i uznaniu, że na skalę "O" zasługują tylko pacjenci, którzy nie są w stanie przełykać, Świtaj, choć sam nie je, zacznie mieć w tej skali 5 pkt., a więc należeć się będzie za niego 70 zł dziennie - powiedziała Borchulska. - A przecież on nadal wymaga takiej samej opieki pielęgniarskiej jak wcześniej. Do tej pory dyrektor placówki musiał dla takich pacjentów zatrudniać rehabilitanta, neurologa i anestezjologa. Teraz nie będzie mieć pieniędzy, wiec pozbędzie się i pacjentów, i personelu. Tak rozumiem społeczną eutanazję!

- Takie gadanie to czysty populizm. Przez populistów nie udało się prof. Relidze wprowadzić koszyka świadczeń gwarantowanych - ripostuje prof. Zembala. - Z pewnością do społecznej eutanazji pacjentów nie dojdzie, ale jest kryzys i wszyscy powinni to zauważyć.

Profesor nie rozumie na przykład, dlaczego lekarzom rodzinnym NFZ musi wypłacać 300 proc. tzw. stawki kapitacyjnej (czyli tego, co rocznie na jednego pacjenta dostaje przychodnia) za chorych z cukrzycą i nadciśnieniem. - Może 150 proc. wystarczyłoby kolegom?

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!