Miał rację Pedro-Espi Sanchis, twórca filharmonii stworzonej z muzyków grających na wuwuzeli. Przed wczorajszym meczem RPA - Meksyk otwierającym pierwsze w historii mistrzostwa świata w Afryce zalecał wrażliwym na dźwięki kibicom, by na Soccer City Stadium w Johannesburgu zabrali ze sobą zatyczki do uszu. Dziesiątki tysięcy miejscowych trąbek powodowały, że bębenki w małżowinach podskakiwały w rytm afrykańskiej muzyki.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- My trąbimy zawsze. Taka kultura. Na meczu, na weselu, w dyskotekach. Nawet jak pan młody idzie na ślub, to drużba często nabiera powietrza i trąbi na jego cześć - tłumaczył nam miejscowy dziennikarz Piet Rampedi.

Gdy nad biurem prasowym położonym tuż przy stadionie śmignęły myśliwce, to był znak, że ceremonia otwarcia mistrzostw zacznie się lada moment. Wydawało się, że samoloty przelatują tuż nad namiotem dziennikarzy. Wyczuleni Amerykanie łapali się za głowy, bo przeczuwali, że obrały one zbyt niską parabolę. Ale ich wysokość była bezpieczna, a po chwili można było obserwować, jak elegancko wznoszą się nad stadionem, a wydobywające się z silników smugi tworzą kolorowe wzory.

Jeśli ktoś miał w sobie odkryć afrykańskie DNA, organizatorzy wczorajszej uroczystości zrobili wszystko, by mu je wszczepić. To, co wyrabiali miejscowi kibice, trudno porównać do atmosfery na którymkolwiek z europejskich stadionów. Prędzej do Ameryki Południowej. Wrażenie robiła nie tylko ta wciąż dzwoniąca w uszach wuwuzela, ale i zbzikowane tańce. To był prawdziwy festiwal: tak wyginać śmiało ciało potrafią tylko mieszkańcy Afryki. Nic dziwnego, że trener reprezentacji gospodarzy Carlos Alberto Parreira mówił, że w RPA pracuje mu się z przyjemnością, bo spontaniczność ludzi jest chyba nawet większa niż w Brazylii.
Równo o godz. 14 na płycie stadionu pojawili się miejscowi artyści ubrani w plemienne stroje. Na zielonym prostokącie mogliśmy oglądać Afrykę w skali mikro. Kilkadziesiąt osób rozłożyło wielkie kartony, z których powstała mapa świata. Największym kontynentem była Afryka, co miało symbolizować, że stała się centrum wszechświata. Pozostałe: Europa, Azja i Ameryki miały mikroskopijne rozmiary.

Po chwili w kole środkowym powstała wielka kula przypominająca bryłę stadionu. Zaczął wydobywać się z niej pomarańczowy dym. W tle pulsowały dźwięki przypominające odgłosy słonia. Przez moment na murawie pojawiła się nawet polska flaga. Nie, to nie organizacyjna wpadka. Zaprezentowano narodowe barwy wszystkich krajów zrzeszonych w FIFA. Z trybun 100-tysięcznego stadionu patrzyli na to prezes PZPN Grzegorz Lato i były szef piłkarskiej centrali Michał Listkiewicz.

Wśród VIP-ów z całego świata nie zabrakło ważnych celebrytów i polityków, że wymienimy tylko wiceprezydenta USA Joe Bidena. Tego najważniejszego jednak zabrakło. Nelson Mandela, były prezydent RPA, miał pojawić się na stadionie, ale kilkanaście godzin przed meczem dowiedział się, że w wypadku samochodowym zginęła jego prawnuczka. Odwołał swój udział, a prezydent FIFA Joseph Blatter przesłał mu kondolencje.

Dziewiętnaste w historii mistrzostwa świata rozpoczęto w rytmie afrykańskich melodii. Jeśli tak pięknie grać będą piłkarze uczestniczący w mundialu, może uda się zapomnieć o wszystkich niebezpieczeństwach czyhających na przyjezdnych?

Czytaj więcej o Mundialu


Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!