Bernadeta Cuber, dyrektorka szkoły  (z prawej) podkreśla, że do tej pory jej współpraca z nauczycielami układała się dobrze

Bernadeta Cuber, dyrektorka szkoły (z prawej) podkreśla, że do tej pory jej współpraca z nauczycielami układała się dobrze (© fot. Agnieszka Materna.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Dwie nauczycielki z maleńkiej szkoły we wsi Pstrążna oskarżyły dyrektorkę placówki o szykany, maltretowanie psychiczne i nierówne traktowanie. Dyrektorka nie ma sobie nic do zarzucenia, ale spór, który toczy się już od ponad pół roku, ciągle się zaognia.

Chcą mnie zniszczyć, a ja nie mam pojęcia dlaczego - mówi Bernadeta Cuber, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego.

W szkole przeprowadzono już dwie kontrole, jedną przysłał urząd gminy, drugą Kuratorium Oświaty. To jednak nie zakończyło wojenki. Urzędnicy z gminy Lyski są więc zmuszeni poszukać profesjonalnego mediatora, który spróbuje załagodzić spór. Pierwsze szkolenia dla wszystkich nauczycieli już się odbywają.

- Musimy poszukać jakiegoś rozwiązania, bo panie same nie potrafią się dogadać. Liczymy, że cykl kilku szkoleń, bo na jednym się nie skończy, zażegna konflikt raz na zawsze i wszyscy będą mogli normalnie pracować - mówi Bogusław Adamczyk, kierownik Gminnego Zespołu Obsługi Szkół i Przedszkoli w gminie Lyski. - Teraz sytuacja wygląda tak, że obie strony uważają się za poszkodowane i mają swoje racje. Ale cierpi na tym wizerunek szkoły, gminy i trzeba to ukrócić - dodaje.

Tymczasem jedna ze skarżących się na dyrektorkę nauczycielek zapowiada, że jeśli mediacje nic nie dadzą, ona prawdopodobnie zrezygnuje z pracy. Druga z nauczycielek zapowiada, że złoży do sądu stosowny pozew.

O mobbing dyrektorkę Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Pstrążnej oskarżyły dwie nauczycielki: jedna uczy języka polskiego, druga zajmuje się nauczaniem początkowym. Obie panie zgodziły się z nami porozmawiać, ale zastrzegły sobie anonimowość.

- Szykany i nękanie psychiczne zaczęło się już dawno temu, przybrało na sile kiedy dostałam umowę o pracę na czas nieokreślony. Pani dyrektor nie chciała mi takiej dać, miałam tygodniowo 17 godzin lekcyjnych i do pełnego etatu brakowało mi godziny. Pisałam więc pisma do urzędu gminy i załatwiłam to sobie. Od tego czasu pani dyrektor cały czas czyhała na moje potknięcia. Teraz już nie wytrzymałam, musiałam coś z tym zrobić - mówi nauczycielka języka polskiego.




Szkoła potrzebuje mediatora

W szkole Pstrążnej trwa konflikt dyrektorki z dwiema nauczycielkami, które zarzucają jej nierówne traktowanie i szykany.

Punktem zapalnym konfliktu okazała się być czerwcowa sytuacja, kiedy jedna z nauczycielek wzięła dziennik lekcyjny do domu.

- Chciałam go wypełnić, bo zbliżał się koniec roku i miałam na to pozwolenie pani wicedyrektor. Kiedy wyszłam ze szkoły, za chwilę odebrałam telefon ze szkoły, że mam natychmiast oddać dziennik. Dwa miesiące później, w sierpniu pani dyrektor ukarała mnie naganą - wspomina nauczycielka.

Dlaczego dyrektorka zareagowała tak późno? - To był koniec roku szkolnego i w szkole panowało wielkie zamieszanie. W czasie wakacji przemyślałam sytuację i doszłam do wniosku, że muszę zareagować, bo dziennik to dokument urzędowy i przepisy są w tej kwestii jasne: nikt nie może zabierać go do domu. A pozwolenia wicedyrektora nie było - tłumaczy Bernadeta Cuber.

Później było jeszcze gorzej, tym bardziej, że okazało się, że nie tylko nauczycielka języka polskiego ma zastrzeżenia co do pracy dyrektorki. - Od siedmiu lat jestem traktowana znacznie gorzej przez panią Cuber niż reszta nauczycieli. Nieraz mnie obrażała przed rodzicami, nauczycielami. Dyrektorka straszyła mnie zwolnieniem z pracy. Ja przez cały ten czas chodziłam do pracy ze strachem, bo bałam się, jak znowu zostanę potraktowana - mówi druga z nauczycielek, która podpisała się pod skargą.

- Nigdy ich nie obrażałam, nie szykanowałam w żaden sposób. Obu paniom przyznałam kilka razy nawet nagrody - odpowiada na zarzuty Cuber.

Skarga trafiła do urzędu gminy i do Kuratorium Oświaty w Katowicach. Obie instytucje przeprowadziły w szkole kontrolę i część zarzutów potwierdziła, m. in. te dotyczące utrudniania nauczycielkom kontaktów z dyrekcją. - Podczas spotkań rady pedagogicznej dyrektorka nie dopuszczała do głosu nauczycieli, a nam utrudniała kontakt. Bo tylko my na spotkanie z nią musimy umawiać się kilka dni wcześniej - mówią nauczycielki. Sprawą zniesmaczeni są rodzice uczniów. - Takie sprawy powinno się załatwiać w zaciszu gabinetu. Nauczycielki powinni uczyć, a nie kłócić się publicznie - mówi nam ojciec jednej z uczennic.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!