Dzieci powinny się zdrowo odżywiać też w szkole zwłaszcza, że przebywają tam po 8 godzin Dzieci powinny się zdrowo odżywiać też w szkole zwłaszcza, że przebywają tam po 8 godzin

Dzieci powinny się zdrowo odżywiać też w szkole zwłaszcza, że przebywają tam po 8 godzin. (© Fot. Janusz Wójtowicz)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rolnicy mają dostarczać marchewkę, soki i jabłka do szkół podstawowych. Program jest opłacony w 85 proc. przez Unię Europejską, resztę dorzuca ministerstwo rolnictwa. Jednak do wczoraj poprawnie wypełnione formularze - to jedyny warunek, który trzeba spełnić, żeby dzieci otrzymywały darmowe witaminy - dostarczyło zaledwie 250 z 1237 szkół podstawowych w województwie śląskim, a więc jedna piąta.

Szkoły, które czekają ze złożeniem wniosku, tłumaczą, że wraz z nowym rokiem szkolnym mają dużo pracy, poza tym jest jeszcze czas. Inne obawiają się, że owoców i warzyw nie starczy dla wszystkich w szkole, no i wzrosną... koszty wywożenia śmieci. Tymczasem termin składania wniosków w Agencji Rynku Rolnego mija już jutro. Apelujemy więc do dyrektorów: zmobilizujcie się i załatwcie formalności w tym tygodniu! Tych, którzy wygodnictwo przedłożą nad zdrowie podopiecznych, poprosimy o wytłumaczenie się na naszych łamach.

Do podziału są spore fundusze. Budżet ogólnoeuropejski programu "Owoce w szkole" wyniesie 90 mln euro. Polska dostanie z tego 9,2 mln euro.

- Grzechem było nie skorzystać z tej możliwości, zwłaszcza że coraz więcej uczniów ma problem z nadwagą. Z drugiej strony są uczniowie, których nie stać na ciepły posiłek w ciągu dnia, a tym bardziej na warzywa i owoce. Jest to oczywiście pewien kłopot organizacyjny i to być może zniechęca wiele szkół do podjęcia decyzji o przystąpieniu do programu - mówi Danuta Chudek, dyrektorka SP nr 11 w Katowicach, która ma certyfikat szkoły promującej zdrowie. Na wypełnienie wniosku znaleźli czas z chwilą uruchomienia programu.

- Próbowaliśmy się zorientować, jak wygląda kwestia magazynowania, co w przypadku szkoły ma znaczenie. Wniosek złożymy - tłumaczy Marek Knapczyk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Tychach.

- Dziwię się, że są szkoły, które się jeszcze nad tym zastanawiają - mówi dr Urszula Paździorek-Pawlik, tyska radna, lekarka oraz autorka uchwały ograniczającej sprzedaż w szkolnych sklepikach chipsów, batoników i napojów koloryzowanych.

Z analiz unijnych przeprowadzonych w 2008 roku wynika, że na nadwagę cierpi ok. 22 mln młodych Europejczyków. Przewiduje się, że ich liczba będzie się każdego roku powiększać o kolejne 400 tysięcy.


Unia chce płacić za owoce i warzywa dla uczniów

Jest trzydzieści osiem milionów złotych dla szkół na program unijny "Owoce w szkole". Wystarczy tylko chcieć je wziąć. Tymczasem do wczoraj tylko 250 z 1237 szkół podstawowych województwa śląskiego było zainteresowanych, by od października uczniowie z klas 1-3 jedli na przerwach owoce i pili zdrowe soki. A na wykorzystanie europejskich funduszy dla zdrowia uczniów czasu pozostało już bardzo mało. Wnioski można składać tylko do jutra.

- Szkoła może mieć ogromny wpływ na to, co dzieci jedzą. Nie wierzę w tłumaczenia, typu: Jasiu za 2 zł od mamy i tak kupi chipsy. To nieprawda, że nauczyciele nie mają wpływu na dzieci. Wręcz przeciwnie - powinni zachęcać uczniów: zjedzcie lepiej coś zdrowego! Najprościej jednak oczywiście otworzyć sklepik i dać ajentowi wolną rękę - mówi dr Urszula Paździorek-Pawlik, tyska radna i lekarka, pomysłodawczyni uchwały ograniczającej sprzedaż w szkolnych sklepikach napojów koloryzowanych, przekąsek ziemniaczanych i batoników czekoladopodobnych.

O tym, jak trudno jest przeforsować zdrowe odżywianie w szkołach, świadczy los uchwały, która przed niemal rokiem została zakwestionowana przez prawników wojewody śląskiego. Uznali oni, że zapisy w niej zawarte godzą w swobodę handlu. Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie jednak odrzucił wszelkie spekulacje oraz głosy sprzeciwu i przywrócił uchwale jej moc. Za trzy miesiące radna zamierza sprawdzić, czy szkoły dostosowały się do prawnych ustaleń.

O ile tyska uchwała wymusza na dyrektorach rozmowy z ajentami, o tyle w wypadku programu "Owoce w szkole" nie trzeba robić nic, prócz wypełnienia wniosku. Udział w programie też nic nie kosztuje, a załatwienie owoców przez dyrektorów nie wymaga wielkiego zachodu. Formularz jest na stronie internetowej Agencji Rynku Rolnego, która zajmuje się tą akcją.

- Wypisanie go trwa pięć minut - przyznaje Krzysztof Iwanków, wicedyrektor ARR we Wrocławiu.

Zarejestrowany wniosek uprawnia szkołę do otrzymywania dostaw od polskich rolników 2-4 razy w tygodniu. Uczniowie będą mogli zajadać na lekcjach i podczas przerw nie tylko jabłka, gruszki, truskawki, soki owocowe, warzywne, owocowo-warzywne, ale też ciętą w słupki marchew, ogórki, paprykę albo rzodkiewkę.

- Nie jesteśmy w stanie obrobić tego wszystkiego - tyle jest tych programów unijnych. Dla naszej szkoły taka akcja nie jest nowością. W zeszłym roku rozdawaliśmy dzieciom marchewkę i jabłka w pakietach za symboliczne 50 gr, wycofaliśmy również automaty z napojami gazowanymi. Przywiązujemy dużą wagę do tego, co dzieci jedzą. Jest to o tyle łatwe, że nie mamy w szkole sklepiku. W przypadku przyjęcia programu "Owoce w szkole" wymagana jest jednak zgoda rodziców. Mimo to zamierzamy zebrać wszystko do piątku i złożymy wniosek na czas - zapewnia Krystyna Maciejewska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 11 w Tychach.

Szkoły tłumaczą zwłokę w przesłaniu wniosku do ARR także innym problemem. Chodzi o magazynowanie dostaw. Ta właśnie kwestia spędza sen z powiek dyrektorom w całym kraju.

- Nie wiedziałam, czy nie przywiozą mi przypadkiem do szkoły tony jabłek oraz marchwi i będę musiała je myć, skrobać i gdzieś przechowywać w chłodni - mówi Elżbieta Pytka, dyrektor SP nr 28 we Wrocławiu. - Jednak już sprawdzałam. Wszystko będzie przygotowane. Dzieci dostaną soki w kartonach, owoce będą zapakowane w tackach. Czyli kłopotów dla szkoły nie będzie.

Wątpliwości organizacyjnych jest sporo. Ma je nawet sama Agencja Rynku Rolnego.

- Nie wiadomo, ilu będzie dostawców oraz czy dadzą radę obsłużyć wszystkie zainteresowane programem szkoły - przyznaje Tomasz Żabiński, dyrektor ARR w Katowicach.

Szkoły, które złożyły wnioski, nie czekając na wyjaśnienia, też nie kryją obaw.

- Nasze dzieci uczą się na lekcjach przyrządzać sałatki owocowe i surówki. Do akcji darmowych warzyw i owoców już przystąpiliśmy, zastanawiamy się jednak, jakie z tego wszystkiego wynikną dla nas problemy techniczne. Od lat mleko u nas piją niemal wszystkie dzieci i za każdym razem trzeba pilnować, żeby zamówienia dotarły na czas. To jest spore organizacyjne przedsięwzięcie - mówi Grażyna Trzęsimiech, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 15 w Katowicach.

- Trzeba też liczyć się ze zwiększonymi kosztami związanymi z wywozem śmieci. No, ale zdrowie dziecka ważniejsze, dlatego formularz już wysłaliśmy kilka dni temu - dodaje Danuta Chudek, dyrektorka SP nr 11 w Katowicach.

Radna Urszula Paździorek-Pawlik uważa, że biorąc pod uwagę korzyści, jakie wynikają z unijnego programu, szkoły nie powinny się w ogóle wahać.

- Ostatnio przedstawiłam dyrektorom raport na temat toksyczności akrylamidu, który znajduje się w chipsach. Wielu przyznało, że nie zdawało sobie z tego sprawy. Sądzę, że dla wielu z nich to była terapia wstrząsowa - dodaje radna.

Udział w programie "Owoce w szkole" jest tym ważniejszy, że unijne badania potwierdzają fakt, iż nawyki żywieniowe kształtują się w dzieciństwie. Osoby, które nie jedzą zbyt wiele owoców i warzyw, podobną tendencję przekazują swoim dzieciom. Tymczasem - jak wiadomo - fatalne odżywianie może prowadzić do problemów ze zdrowiem. Wzrasta zagrożenie otyłością, chorobami układów trawiennego, krążenia, ruchu, a zwłaszcza ryzyko cukrzycy typu 2.









Czytaj także

    Komentarze (21)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    świadek (gość)

    Abdul ja nie pisałem o czasie przeszłym tylko o niemieckim nalocie przeprowadzonym w tym tygodniu czytaj uważnie

    abdul (gość)

    ty o tych sprawach nie masz pojecia.Do Rusow nie macie zadnych pretensji,do kosciola tez nie, chociarz oni tez wymordowali miliony ludzi.Co moze dzisiejsze pokolenie niemiec za grzechy swoich pradziadow.Co moze dzisiejsze pokolenie Francozow za morderstwa Napoleona, itd.itd.

    świadek (gość)

    Od faktów i prawdy nie uciekniecie mozecie ja fałszować jak chcecie niemieckie świnie

    podatnik (gość)

    Jak u mnie w szkole 25% nie je śniadań ( MOPS albo patologia) to zjedzą wszystko co im się da od rana już okupują stołówkę - co na obiad ?

    podatnik (gość)

    To jakaś kompletna paranoja dzieci dostają mleko za darmo i teraz jak zjedzą jabłko to zasrają całą szkołę cha cha ale jaja totalna głupota co za kraj durniów

    zenek (gość)

    Trzeba się sprężyć i dać szansę dzieciom. W końcu dla niektórych to będzie jedyny owoc w ciągu dnia.
    ---
    http://www.naszeaikido.fora.pl
    http://www.aikidojastrzebie.ovh.org
    http://www.aikiduszki.pl

    świadek (gość)

    Po nalocie w Afganistanie Bundesweehra nadal w ogniu krytyki bo zginęło 86 cywilów i dzieci