(© Fot. Lucyna Nenow)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Z Gabrielą Lenartowicz, prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, rozmawia Elżbieta Kazibut-Twórz

Pamięta pani naszą rozmowę na niedawnej imprezie medialnej Noc dla Śląska? Dziwiła się pani, że wśród wielu ważnych dla regionu, tematów zabrakło ekologii.

O ile wiem, formuła programu była taka, że dziennikarze proponowali tematy do dyskusji, zapraszali gości i tym samym wskazywali problemy, które mogą zainteresować mieszkańców naszego regionu. Jak więc mogło mnie nie zdziwić, że nikt nie pomyślał o środowisku w którym przecież wszyscy żyjemy? I to w regionie, gdzie jeszcze 20 lat temu były miejsca o których w naukowych opracowaniach pisano, że panuje tam stan klęski ekologicznej. Wiele dyskutowaliśmy wtedy o zdrowiu, sporcie, rekreacji, o kulturze. A przecież wszystkie te dziedziny związane są ściśle ze środowiskiem, z miejscem zamieszkania, z naszym codziennym bytowaniem.

Człowiek szybko zapomina o przeszłości. Zniknęły przecież dymiące kominy, w prognozach pogody już nie pojawia się tablica określająca poziom pyłu zawieszonego, mamy coraz więcej zieleni i oddycha nam się całkiem dobrze. To o co kruszyć kopie?

No właśnie o to, że zapominamy zbyt szybko. Bo nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego, aby mieszkać i żyć w zdrowym środowisku. Wciąż mamy wiele do naprawienia i ciągle są w naszym regionie tereny stanowiące zagrożenie dla ludzi i dla przyrody. Bo przecież to, że patrząc z okna naszego domu nie widzimy przesłaniającego niebo smogu albo wyrzucającego trucizny komina, nie oznacza, że szkody które w minionych latach wyrządziliśmy środowisku przestały nam zagrażać.

Opowiadała mi pani wtedy o azbestowym pyle wciąż wdychanym przez mieszkańców Ogrodzieńca, o składowiskach odpadów poprzemysłowych gdzie można znaleźć całą tablicę Mendelejewa. Przyznam, że zaczęłam się zastanawiać, ile jeszcze takich ekologicznych bomb tyka w naszym regionie?

Całkiem sporo. A najgorsze jest to, że wielu z nich tak po prostu na powierzchni nie widać. Naturalnie, w porównaniu z latami 80. minionego wieku mamy ogromny postęp. Ale zostały nam do usunięcia np. nieczynne już składowiska odpadów poprzemysłowych. Tym co wciąż jeszcze wyróżnia nas na minus w stosunku do innych regionów jest ogromna skala degradacji krajobrazu i to na dużych obszarach. To również poprzemysłowe pozostałości. Niestety, nie wzbudzają one wystarczającej uwagi oraz troski.

Czego więc potrzeba, aby tę troskę wzbudzić?

Zrozumienia wagi problemu, szczególnie ze strony właścicieli zdegradowanych terenów. No i woli, aby przywrócić je przyrodzie.

A pieniędzy? Czy mamy ich wystarczająco dużo?

Pieniędzy na wszystko jest zawsze za mało, ale są. Na przykład w ramach programu Infrastruktura i Środowisko są pieniądze na rewitalizację terenów poprzemysłowych. Czy nie dziwne jest, że mimo możliwości skorzystania z finansowej pomocy, nie znalazł się ani jeden wnioskodawca z naszego regionu zainteresowany uporządkowaniem takich terenów?

O jakich wnioskodawcach pani mówi? Czy to pani ukłon w stronę samorządów?

Samorządów także. Ale nie tylko. Prywatni właściciele zdegradowanych gruntów, przedsiębiorstwa i mieszkańcy - wszyscy mamy tu wiele do powiedzenia. Dziennikarze także, bo przecież wiem, że potraficie zajrzeć w mysią dziurę i powiedzieć ludziom, że należą im się godne, zdrowe warunki życia. Dziennikarze mogą zmotywować do działania lokalne społeczności. Dlatego to nie tyle mój "ukłon" w stronę kogokolwiek, co prośba: rozejrzyjcie się państwo wokół i pomyślcie, że nie musicie żyć w sąsiedztwie gruzowiska lub zwałowiska toksycznych odpadów. Wierzę, że jeśli będziemy działać wspólnie to rozbroimy ekologiczne bomby.

No to zaczęliśmy je rozbrajać. Na razie pięć najgłośniej tykających. Prowadzona przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach oraz Polskę Dziennik Zachodni akcja społeczna zakłada konkretne efekty. Na razie zdiagnozowaliśmy problem w kolejnych publikacjach. Dzisiejsza debata powinna być... No właśnie. Czym według pani powinna być? Bo chyba nie tylko miłą rozmową w wybudowanym według ekologicznych standardów Media Centrum?

Oczywiście, będziemy dzisiaj rozmawiać. Ale konkretnie. I w gronie osób które mają kompetencje oraz moc podejmowania decyzji. I decyzje dzisiaj zapadną. Złożymy deklarację sporządzenia swoistej mapy drogowej zawierającej terminy realizacji kolejnych działań. Deklarację i sygnowaną nazwiskami ludzi odpowiedzialnych za nasz region. Ze wszystkiego co dzisiaj padnie tu w formie deklaracji mieszkańcy będą mogli nas rozliczyć.

Polska Dziennik Zachodni zrobi to z pewnością jako partner akcji. Zaczynając od siebie. Działając w imieniu mieszkańców jako gazeta, której powinnością jest dbałość o dobro mieszkańców regionu. A pani?

A ja, jako osoba świadoma zagrożeń i konieczności jak najszybszych wspólnych działań, deklaruję wszelką pomoc tym, którzy zwrócą się do WFOŚ o finansowe i merytoryczne wsparcie.


Co dalej? Co będzie jak już rozbroimy tych pięć ekologicznych bomb? Odtrąbimy zwycięstwo?

Jak już mówiłam, jest w naszym regionie jeszcze wiele do zrobienia. Myślę, że to początek naszej wspólnej, społecznej pracy. I naszej wspólnej, społecznej akcji, do udziału w której zapraszamy wszystkich mieszkańców.

A jej cel to?

Region bez trucicieli, czysty, zdrowy, przyjazny do życia dla nas i dla przyszłych pokoleń.

Czytaj także

    Komentarze (5)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!