Minister Obrony Bogdan Klich zabronił gen. Waldemarowi Skrzypczakowi przyjechać na pogrzeb zastrzelonego w Afganistanie oficera. - Otrzymał sygnał, że byłby niemile widziany przez kierownictwo resortu i przez ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Minister Obrony Bogdan Klich zabronił gen. Waldemarowi Skrzypczakowi przyjechać na pogrzeb zastrzelonego w Afganistanie oficera.

- Otrzymał sygnał, że byłby niemile widziany przez kierownictwo resortu i przez generalicję - mówi nasz informator. - Nic nie wiem o takiej okoliczności - powiedział na to Robert Rochowicz, rzecznik MON.

Ta sytuacja obrazuje poziom niechęci, jakim minister Klich darzy dziś generała, który witając w Polsce ciało zastrzelonego oficera publicznie odważył się powiedzieć o brakach uzbrojenia polskiego kontyngentu w Afganistanie. Szef MON o przyszłości gen. Skrzypczaka będzie rozmawiał dziś z Lechem Kaczyńskim. - Prezydent oczekuje od ministra jasnej deklaracji: czy jest jeszcze w stanie pracować z szefem wojsk lądowych, czy też nie wytrzyma z nim ani dnia dłużej - mówi Władysław Stasiak, szef kancelarii prezydenta.

Wczoraj pierwszy raz od początku burzy w armii gen. Skrzypczak i minister Klich spotkali się osobiście. Po wyjściu z ministerstwa dowódca wojsk lądowych stwierdził: - Zgodziłem się, że czas i miejsce mojego wystąpienia nie były do końca właściwe. Jednocześnie generał przyznał, że minister przedstawił mu plany dozbrojenia kontyngentu. - One obejmują to, o co nam chodzi - dodał.

To może oznaczać, że szef resortu obrony poważnie potraktował słowa generała. Nawet jeżeli będzie starał się skrócić kadencję generała na stanowisku dowódcy wojsk lądowych, to jednak nie może ignorować jego argumentów. Zwłaszcza, że generał zapewnił, iż jego krytyka nie dotyczyła samego ministra Klicha. Szef resortu obrony zdał sobie sprawę z tego, że gen. Skrzypczak uruchomił lawinę, która może zmieść całe kierownictwo MON. Bo dzisiejsze spotkanie Lech Kaczyński wykorzysta do rozliczenia Klicha z całej reformy polskiej armii.

- Prezydent oczekuje całościowej i kompletnej informacji o stanie polskich sił zbrojnych i sytuacji naszych żołnierzy w Afganistanie - tłumaczy szef kancelarii prezydenta.

Złożenie takiego dokumentu na ręce Lecha Kaczyńskiego oznacza początek dyskusji na temat stanu polskich sił zbrojnych. A w tej debacie więcej amunicji ma opozycja. - Minister zapowiadał profesjonalizacje polskiej armii, a póki co nic z tego nie wyszło - mówi Janusz Zemke, były wiceminister obrony z SLD. - Mamy armię bez poboru, czyli sukces propagandowy - dodaje.

Jego zdaniem nasi piloci na mało latają, żołnierze za mało strzelają i jeżdżą wozami bojowymi. Braki w wyszkoleniu są oczywiście spowodowane brakiem pieniędzy. Cięcia w MON objęły 20 proc. budżetu. Przy sztywnych wydatkach na pensje i emerytury oszczędności trzeba było szukać w wydatkach za zakup sprzętu i wyszkoleniu.

Tymczasem oszczędności należało szukać zupełnie, gdzie indziej. - W krajach średniej wielkości integruje się dowództwa. To pozwala usprawnić funkcjonowanie armii i powoduje, że mniej wydaje się na etaty dowódcze - tłumaczy Zemke.

- Tymczasem w Polsce przy armii liczącej sto tysięcy żołnierzy, mnoży się struktury dowódcze.

Z tego powodu mamy dziś więcej etatów dowódczych niż w czasach, gdy polska armia liczyła 400 tys. żołnierzy. Wojskowa biurokracja rozrasta się niemal z roku na rok. Pięć lat temu w polskiej armii było 1300 pułkowników, dziś jest ich 1800.

Od działań Klicha dystansuje się premier Donald Tusk. Uważa on, że burza w armii to sprawa ministra i prezydenta.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!